logo Zielonego info
Z ostatniej chwili:

Od muru berlińskiego do rowu greckiego

Podział Europy na strefy wpływów dokonany podczas trzech konferencji przedstawicieli koalicji antyhitlerowskiej zwanej Wielką Trójką: teherańskiej (28 listopada do 1 grudnia 1943), jałtańskiej (4 do 11 lutego 1945) i poczdamskiej (17 lipca do 2 sierpnia 1945) stał się wstępem do zimnej wojny i idei żelaznej kurtyny. Niedawni sojusznicy, pokonawszy wspólnego wroga, nie potrafili lub nie chcieli już dalej współpracować, przedłożywszy partykularne interesy racjonalizowane różnicami ideologicznymi ponad potencjalne korzyści z dalszego współdziałania. W czasie jej trwania wskutek wzrostu napięcia polityczno-militarnego pomiędzy krajami należącymi  do przeciwstawnych ustrojowo obszarów narastały m. in. różnice w poziomie jakości życia zarówno w obszarach ekonomicznych, jak i w zakresie swobód obywatelskich. W Europie Zachodniej dzięki inwestycjom ze środków przyznanych w ramach planu Marshalla relatywnie szybko odbudowywano gospodarkę z wojennych zniszczeń, przestawiając ją z trybu priorytetu produkcji wojennej na bardziej pokojowy, przyczyniając się do stopniowego wzrostu poziomu dochodów obywateli i możliwości zaspokajania przez nich już nie tylko podstawowych potrzeb egzystencjalnych. Natomiast w Związku Radzieckim i krajach Europy Środkowej włączonych w obszar jego wpływów prowadzono forsowną industrializację ukierunkowaną na rozbudowę (głównie w ZSRR i w relatywnie wysoko uprzemysłowionej Czechosłowacji) lub, jak to przebiegało w pozostałych, dotąd rolniczych bądź rolniczo-przemysłowych państwach tego bloku, budowę, niekiedy od podstaw, przemysłu ciężkiego i związanej z nim infrastruktury podporządkowanej przygotowaniom do wyścigu zbrojeń, jaki rozpoczął się praktycznie tuż po zakończeniu działań II wojny światowej na kontynencie europejskim po amerykańskiej demonstracji siły, jaką było zrzucenie bomb atomowych na Hiroszimę i Nagasaki. Odbywało się to kosztem poziomu jakości życia mieszkańców krajów bardziej wyniszczonych przebiegiem wojny –  zarówno ekonomicznie, infrastrukturalnie, jak i demograficznie.
 
W nocy z 12 na 13 sierpnia br. minęła pięćdziesiąta rocznica rozpoczęcia budowy muru berlińskiego. Prawdopodobnie w 1961 nikt nie przypuszczał, jak nośnym stanie się on symbolem podziału okupowanych Niemiec i powojennej Europy. Z przyczyn politycznych i ekonomicznych podległe Związkowi Radzieckiemu władze NRD zdecydowały się sfinalizować proces podkreślania faktycznej przynależności miasta i stref okupacyjnych pokonanego kraju do skonfliktowanych bloków militarno-ideologicznych. Działania rozpoczęte podczas przeciwstawiania się połączeniu, wpierw amerykańskiego i brytyjskiego sektora okupacyjnego w Bizonię, a potem dołączeniu doń sektora francuskiego i utworzeniu Trizonii oraz reformie walutowej Erhardta, poprzez będącą odpowiedzią na nią radziecką blokadę zachodnich sektorów miasta, trwającą od 24 czerwca 1948 do 12 maja 1949, zostały zakończone w sposób szokujący zarówno dla obywateli obu ówczesnych państw niemieckich, jak i światowej opinii publicznej. Berlin Zachodni stał się dla swych mieszkańców luksusowym gettem, a NRD – państwem – więzieniem.
 
Propagandowa hipokryzja płynęła z obu stron podzielonego kontynentu. Władze NRD usiłowały przekonać swych obywateli o konieczności stworzenia antyfaszystowskiego wału ochronnego broniącego ich przed szpiegami, dywersantami i podżegaczami wojennymi, podczas gdy chodziło głównie o powstrzymanie ucieczki ludności, korzystającej z możliwości przedostawania się do zachodnich sektorów okupacyjnych miasta, co zaowocowało emigracją 2,7 miliona osób w latach 1949-1961, a co za tym idzie znaczącym drenażem demograficznym Niemiec Wschodnich. Ponadto mur miał zahamować skutki ekonomiczne czarnorynkowego kursu marki zachodniej (1:4),  czyli wykupywanie przez mieszkańców wszystkich sektorów miasta relatywnie tańszych artykułów dostępnych w sektorze wschodnim, co dodatkowo osłabiało gospodarkę planową państwa wschodnioniemieckiego, zważywszy na to, iż władze NRD traktowały radziecki sektor Berlina jako „okno wystawowe” Wschodu, szczególnie dbając o zaopatrzenie jego sklepów w porównaniu z innymi miastami. Natomiast zachodnie mocarstwa okupacyjne udawały zaskoczenie faktem powstania tej konstrukcji, pomimo prowadzenia w lipcu 1961 tajnych negocjacji dyplomatycznych między przedstawicielami USA i ZSRR zakończonych ustaleniem, że NRD zablokuje ucieczki swych obywateli wszelkimi dostępnymi sobie środkami, a zachodni alianci poprzestaną na formalnych protestach wobec zaistniałej sytuacji. Decydenci państw zachodnich dotrzymali danego słowa, początkowo w ogóle ignorując istnienie tej realnej granicy poprzez podkreślanie, że nie ma ona statusu prawnego. Formułowali swe poglądy w formie wyszukanych sentencji, np.: „Niezbyt ładne rozwiązanie, ale tysiąc razy lepsze od wojny” czy wypowiedziana podczas przemówienia wygłoszonego przed ratuszem w dzielnicy Schoenefeld w trakcie oficjalnej wizyty złożonej w Berlinie 22 czerwca 1963 słynna fraza: „Ich bin Ein Berliner” (Jestem Berlińczykiem). [Stwierdzenie to miało tragikomiczny wydźwięk, gdyż w potocznej odmianie języka niemieckiego słowo „Berliner” oznacza rodzaj pączka].  (John F. Kennedy, ówczesny prezydent Stanów Zjednoczonych)1,2 oraz „Wschodni Niemcy zatrzymują rzekę uciekinierów i okopują się za jeszcze szczelniejszą Żelazną Kurtyną. Samo w sobie to nie łamie prawa” (brytyjski premier Harold Macmillan)3. Niestety, nie miało to realnego wpływu na sytuację Niemców pozbawionych możliwości korzystania z takich praw człowieka, jak kontakt z rodziną, znajomymi czy możliwość kontynuacji pracy po „niewłaściwej” stronie granicy. Ponadto na ironię zakrawa fakt, że system wschodnioniemieckich umocnień granicznych powstał m. in. dzięki materialnej pomocy Wielkiej Brytanii, sprzedającej władzom NRD np. drut kolczasty do konstrukcji zasieków4. Mur, stopniowo rozbudowywany, stał się 156-kilometrowym pierścieniem cegieł, płyt betonowych, drutu kolczastego, rowów i zapór przeciwczołgowych uzupełnionych pasem bronowanej ziemi oraz psami na długich uwięziach, patrolowanym przez strażników,  okalającym „niesłuszne ideologicznie” dzielnice miasta i dzielącym je przez ponad dwadzieścia osiem lat.
 
Mogłoby się wydawać, że wraz z jego demontażem i zakończeniem zimnej wojny mieszkańcy stopniowo jednoczącej się Europy przestaną się odgradzać zarówno od zewnętrznych sąsiadów, jak i od siebie nawzajem. Niestety, od połowy 2009 roku Grecy kopią równolegle do rzeki Evros płynącej wzdłuż ponad połowy granicy z Turcją – rów. Natomiast według niektórych źródeł rosyjskich zbudowali już przylegający doń mur o długości 12,5 kilometra i wysokości 3 metrów5. Twierdzą, że robią to w celu powstrzymania napływu nielegalnych imigrantów i ochrony przed powodziami, choć możliwa też jest obawa  przed wojną z liczną (drugą w obrębie NATO i szóstą na świecie) i dobrze uzbrojoną armią państwa, z którym wprawdzie są sojusznikami w Pakcie Północnoatlantyckim, lecz nadal trwają w stanie konfliktu o Cypr i pamiętają o tureckim ludobójstwie dokonanym na Grekach w Azji Mniejszej podczas wojny w latach 1916-19236. Rów ma 30 metrów szerokości i 7 głębokości, a docelowo będzie przebiegał na odcinku 120 kilometrów, czyli spełnia kryteria konstrukcyjne fortyfikacji przeciwczołgowej rozciągniętej równolegle wzdłuż ponad połowy długości granicy.
 
Rządowa argumentacja o ochronie przed imigrantami przez komentatorów z lewicowo-liberalnego dziennika „To Vima” jest określana jako paradoks, gdyż wielu z greckich polityków odpowiedzialnych za podjęcie tej decyzji podczas rządów reżimu „czarnych pułkowników”  emigrowało z kraju, uciekając przed szykanami politycznymi. Przedstawiciele rządu argumentują swe przedsięwzięcie danymi, z których wynika, że w samym 2010 roku do Grecji napłynęło nielegalnie 128 tysięcy osób, spośród których udało się służbom imigracyjnym zatrzymać jedynie 40 tysięcy, natomiast w ciągu wcześniejszych czterech lat przybyło ich 512 tysięcy.
Frontex określa, że w drugim kwartale 2010 roku 90% nielegalnych przybyszów napłynęło do Unii Europejskiej przez terytorium Grecji (w pierwszym 65%), i w związku z tym doszkala greckie służby graniczne oraz oddelegowuje na granicę grecko-turecką 150 uzbrojonych strażników7.
Władze Danii przywracają kontrole celne i zapowiadają postawienie barier spowalniających ruch na drogach dojazdowych wiodących z Niemiec i Szwecji. Natomiast Holandia i Finlandia wetują wejście Bułgarii i Rumunii do strefy Schengen, włączając się w izolacjonistyczny proces różnorodnych form odgradzania się państw, głównie bogatszych i uprzywilejowanych.
W nurt ten wpisują się także Włochy, broniące się przed zalewem uciekinierów z Libii ( swej dawnej kolonii) i innych państw północnoafrykańskich. Poniekąd jest to skutek dotychczasowego politycznego tolerowania i ekonomicznego wspierania – poprzez prowadzenie wymiany gospodarczej – zarówno dyktatury Kaddafiego, jak i pozostałych satrapów z krajów ogarniętych w bieżącym roku „arabską wiosną ludów”.
 
W gruncie rzeczy podjęcie wyżej opisanych działań to tylko próby doraźnego radzenia sobie z odroczonymi skutkami długofalowych zjawisk wynikających z wcześniejszych działań zamożniejszych państw europejskich. Od czasu epoki wielkich odkryć geograficznych na przełomie XV i XVI wieku w ciągu setek lat uprawiania polityki kolonialnej, z której wywodzi się obecna strategia globalizacji gospodarczej, takie kraje jak Wielka Brytania, Francja, Hiszpania, Portugalia czy Holandia oraz – później i w mniejszym stopniu –  Niemcy, eksploatowały podporządkowane sobie terytoria pozaeuropejskie, korzystając z ich zasobów naturalnych i taniej siły roboczej (rozwój niewolnictwa), a co za tym idzie, wzbogacając swój potencjał ekonomiczny i blokując rozwój krajów podbitych m. in. poprzez niszczenie ich niejednokrotnie rozbudowanych  kultur. Po drugiej wojnie światowej, a szczególnie od czasu rozpoczęcia formalnego przekształcania kolonii w niepodległe państwa, potęgi kolonialne rozszerzyły formułę tej eksploatacji ekonomicznej. Kraje postkolonialne nadal dostarczają do dawnych krajów macierzystych swe zasoby uprawiane i wydobywane przez miejscową ludność w zamian za nikłe wynagrodzenie. Pomimo oficjalnego zniesienia niewolnictwa kraje wysokorozwinięte gospodarczo w ramach obniżania kosztów produkcji, korzystając z niemal darmowych pracowników, lokują zakłady przemysłowe wytwarzające produkty zaawansowane technologicznie na terenach dawnych kolonii. Skutkuje to obciążaniem tamtych terenów kosztami zewnętrznymi działalności wytwórczej. Głównie są to skutki dewastacji środowiska naturalnego, prowadzącej do pogorszenia jakości życia miejscowej ludności. Natomiast zyski są transferowane do właścicieli środków produkcji i pośrednio wzmacniają system ekonomiczny państw, z których się wywodzą, co powiększa przepaść socjoekonomiczną pomiędzy krajami umownie podzielonymi na bogatą Północ i ubogie Południe. 
 
Jednocześnie od lat pięćdziesiątych ubiegłego stulecia dawne imperia kolonialne, głównie Francja i Wielka Brytania, przyjmują imigrantów głównie z niegdyś podległych sobie państw, teoretycznie ułatwiając im asymilację np. poprzez nadawanie obywatelstwa dzieciom urodzonym w kraju, jak to uczyniły władze francuskie, lub przyznanie (od 1949 roku, na mocy „British Nationality Act 1948”) obywatelstwa brytyjskiego wszystkim obywatelom zamieszkującym terytoria ówczesnego Imperium Brytyjskiego. Kraje o mniejszym potencjale kolonialnym, jak Belgia, Holandia czy Niemcy, lub wręcz nie posiadające kolonii, jak np. Szwajcaria, początkowo zastosowały politykę sprowadzania imigrantów jako pracowników tymczasowych. Generalnie chodziło o pozyskanie taniej siły roboczej do wykonywania nisko opłacanych prac nie wymagających szczególnych kwalifikacji, a w związku z tym niechętnie podejmowanych przez autochtonów.
 
Nieco inaczej wyglądało to w wypadku Niemiec, które wpierw rozpoczęły zapraszanie do tego programu mieszkańców uboższych krajów europejskich, stopniowo rozszerzając go o państwa spoza kontynentu. Beneficjentami stawali się kolejno obywatele Włoch (1955), Grecji i Hiszpanii (1960), Turcji (1961), Maroka (1963), Portugalii (1964), Tunezji (1965) i ówczesnej Jugosławii (1968). Umożliwianie imigracji zarobkowej również spoza żelaznej kurtyny i Europy miało także być ze strony Niemców sygnałem dla światowej opinii publicznej o ich odcinaniu się od ksenofobicznej polityki z czasów nazizmu. Niemiecka nazwa nadana tym pracownikom, czyli „Gastarbeiter (pracownik gościnny)”, eufemistycznie wyrażała przedmiotowy stosunek do nich. Stopniowo została przyjęta w tej formie także w innych językach.
 
„Goście”, szczególnie z państw pozaeuropejskich, przeważnie postrzegali zaproponowane warunki jako przynajmniej nieco lepsze niż w uboższych krajach macierzystych. W konsekwencji, zaadaptowawszy się choćby w minimalnym stopniu do nowej sytuacji, starali się sprowadzać rodziny z krajów pochodzenia lub zakładać własne w obrębie swego środowiska. Niektóre osoby, częściej kobiety, próbowały formalizować pobyt poprzez zawieranie, niekiedy fikcyjnych, związków małżeńskich z obywatelami państw docelowych. Jednak generalnie tylko mniejszej części zarówno bezpośrednich imigrantów, jak i ich potomków udaje się konstruktywnie koegzystować z autochtonami. Władze rozpoczęły działania ukierunkowane na asymilację przybyszów, obawiając się utraty kontroli nad ludnością obcą kulturowo. Oczywiście oprócz  imigrantów ekonomicznych w czasach zimnej wojny zza żelaznej kurtyny przybywali też ci, którzy poszukiwali azylu politycznego i często pomimo pochodzenia z podobnego europejskiego kręgu kulturowego byli traktowani jak obcy, niczym mieszkańcy Afryki czy Azji. W złagodzonej wersji schemat ten został powtórzony po otwarciu w 2004 roku rynków pracy: brytyjskiego, irlandzkiego i holenderskiego na zarobkowych imigrantów ze świeżo przyjętych państw Europy Środkowej. Większość przybyszów podjęła nisko wynagradzane prace fizyczne na niewymagających wysokich kwalifikacji stanowiskach, co nie przeszkodziło politykom z partii o profilu nacjonalistycznym próbować budować sobie poparcia poprzez formułowanie populistycznych haseł o „obcych odbierających pracę”.  Częściowo mogło to wynikać z braku znajomości języka, kodów i wzorców kulturowych krajów, w których się osiedlali, a częściowo ze zjawiska bycia traktowanymi przez tubylców jako kozły ofiarne, stanowiące uosobienie obiektów ksenofobicznego lęku przed obcymi, oraz uczynienia z nich swoistego odgromnika służącego przypisywaniu im własnych wypartych pragnień, np. dążenia do podboju docelowego kraju i narzucenia mu swej jedynie słusznej kultury oraz beztroskiego życia bez zobowiązań społecznych, finansowanego z państwowego systemu opieki socjalnej. Zatem, upraszczając opis zjawiska, zarówno w przybyszach, jak i w autochtonach istnieje bariera kulturowa skutkująca wzajemną wrogością i niechęcią. Choć tak jak eksploatatorskie intencje bogatych krajów wobec przyjmowanych cudzoziemców były jasne od początku, tak teraz można przewrotnie spojrzeć na to i z takiej perspektywy, że oto gastarbeiterzy i ich potomstwo dokonują swoistego odwetu na dawnych ciemiężycielach, żądając dostępu do niektórych europejskich korzyści ekonomicznych, a jednocześnie odmawiając uczestniczenia w życiu społecznym państw, które niszcząc ich kulturę i potencjał gospodarczy, pośrednio lub bezpośrednio doprowadziły do stanu konieczności poszukiwania perspektyw lepszego życia poza swym krajem macierzystym. Nawet bardziej otwarte  na imigrantów, również i tych uciekających przed toczącymi się wojnami i prześladowaniami,  kraje skandynawskie także zmagają się obecnie ze skutkami powyżej opisanych zjawisk. Szczególnie widoczne jest to obecnie w Szwecji, borykającej się ze społecznościami mniejszości narodowych i etnicznych wypierających z podmiejskich osiedli mieszkaniowych rodowitych Szwedów i przekształcających stopniowo te obszary w „getta”. Z perspektywy lat siedemdziesiątych, kiedy to Szwecja wyróżniała się na tle innych krajów europejskich stylem prowadzonej polityki imigracyjnej, pozostawiając przybyszom wybór, czy chcą się asymilować, czy też pozostać w kręgu własnej kultury, czemu sprzyjała wprowadzając m. in. zajęcia z zakresu języków macierzystych na poziomie zarówno szkoły podstawowej, jak i średniej, można zatem mówić o wyraźnej zmianie na gorsze. 
 
Można by gorzko podsumować, że tak oto Europejczycy są coraz bardziej natarczywie konfrontowani z koniecznością naprawienia szkód, które spowodowali poprzez wieloletnie prowadzenie imperialnej polityki i rabunkowej gospodarki. Kiedy podczas ustaleń w trakcie trzech konferencji Wielkiej Trójki zachodni alianccy politycy podawali Europę Środkową i Wschodnią Stalinowi „na tacy”, nie martwili się losem jej mieszkańców. Może nawet izolację państw leżących po wschodniej części żelaznej kurtyny, pomimo wspierania działań opozycyjnych w tamtych państwach, traktowali jako zabezpieczenie przed przenikaniem na swój teren zarówno niepożądanych imigrantów, jak i nazbyt antykapitalistycznych idei? Podobnie, jak się po latach okazało, potraktowali zamknięcie granic wokół Berlina Zachodniego i obudowanie go murem – na co wskazuje wcześniejsze nieoficjalne poparcie i późniejsze oficjalne protesty oraz gesty symboliczne. A pomiędzy tym ulga, że nie trzeba będzie konfrontować się z narastającym strumieniem uciekinierów, będącym skutkiem własnych wcześniejszych decyzji. Jednak pomimo tych zabezpieczeń mieszkańcy krajów totalitarnych przedostawali się na zachodnią stronę żelaznej kurtyny, gdzie bywali częstokroć traktowani jako obywatele drugiej kategorii. Obecnie mieszkańcy państw przyjętych do Unii Europejskiej w minionej dekadzie powoli zaczynają być traktowani jako obywatele wspólnej przestrzeni kulturowej, jednak pomimo dyplomatycznych deklaracji zapewne minie jeszcze wiele lat, nim realnie zostanie im przyznany równy status. Zaś co do imigrantów wywodzących się spoza Europy, a zarówno legalnie, jak i nielegalnie usiłujących znaleźć w niej swe miejsce, bądź też przebywających tu już od jakiegoś czasu lub urodzonych w tym zintegrowanym obszarze, to samo odgradzanie się od nich – czy to zewnętrzne, czy wewnętrzne – będzie tylko pogłębiało istniejące problemy. Jeden biegun, czyli realizacja modelu francuskiego, sprowadzającego się do asymilacji przeprowadzonej według formuły: „Oferujemy Ci Wolność, Równość i Braterstwo pod warunkiem, że staniesz się identyczny/(-a) jak my”, zawodzi. Drugi, według modelu szwedzkiego, również nie we wszystkich sferach prowadzi do oczekiwanych rezultatów. Może, oprócz ustalenia jakiejś formuły pośredniej pomiędzy nimi i postawienia przedstawicielkom i przedstawicielkom odmiennych kultur pewnych  warunków minimalnych do spełnienia, warto byłoby zadbać o takie stopniowe przekształcenie relacji socjoekonomicznych między obecnie bogatą Północą a ubogim Południem, by mieszkańcy mieszkańcy uboższych państw nie byli zmuszeni przez obiektywne warunki do poszukiwania lepszego życia za granicą…?
 
 
Przypisy
 
1. URL: http://pl.wikipedia.org/wiki/Mur_berliński#Reakcje_aliant.C3.B3w
2. tamże
3. j. w.
4. Ash T. G. „Niemieckość NRD” Wyd. Aneks, Londyn 1989; Wyd. Krąg Warszawa 1989, s. 19
5. URL: http://www.vesti.ru/doc.html?id=418799
6. URL: http://www.hellas.ru/sections/genocid/genocid.shtml
7. URL: http://greece.greekreporter.com/2010/11/02/175-eu-guards-to-help-greece-stem-migration/
 

Skomentuj

Zdjęcia, grafiki i teksty (CC BY-SA 3.0 PL) Zielone Info 2013, lub zostały wykorzystane za zgodą.