Nie ma alternatywy wobec dominacji Ameryki w świecie? Nieprawda! To Europejczycy mogą umocnić demokrację i sprawiedliwość – twierdzi [url=www.daniel-cohn-bendit.org]Daniel Cohn-Bendit[/url].

Wraz z upadkiem systemu komunistycznego jako model gospodarczy dla świata pozostał tylko kapitalizm, który jednak rozwija się w sposób niepohamowany i pozbawiony kontroli politycznej. Nie istnieją już żadne hamulce i dochodzenie do stanu równowagi, istnieje tylko dynamika interesów wielkich przedsiębiorstw. I państwa, które organizują się, by realizować te interesy. Zwłaszcza jedno stało się rzecznikiem tego procesu – Ameryka.

Europa ma inną tradycję. Społeczna gospodarka rynkowa nie istnieje tu dlatego, że życzliwi ludziom kapitaliści pomyśleli sobie: jeśli już ludzie dla nas pracują, to powinni przynajmniej być przyzwoicie opłacani. Społeczna gospodarka rynkowa została wywalczona przez ruch robotniczy. Sprawiedliwość jest w kapitalizmie możliwa tylko wtedy, gdy się ją wywalczy.

Dziś mamy nową religię. Mówi ona: rynek to ureguluje, otwórzmy rynki, a ludziom będzie się dobrze powodzić. To się nigdy nie sprawdzało i nie sprawdza się dzisiaj. Nawet wielki neoliberał Adam Smith domagał się rynku z zasadami.

Ruchy społeczne, demonstracje, krytyka globalizacji – to wszystko tworzy międzynarodową opinię publiczną. Ale w ten sposób nic nie udało się zdziałać. Bank Światowy funkcjonuje tak jak dotychczas, podobnie – Światowa Organizacja Handlu, a amerykańskie społeczeństwo dynamicznie kieruje tymi procesami.

Świat potrzebuje alternatywy wobec neoliberalnego amerykańskiego projektu. Ta alternatywa nazywa się: Europa. Dokładniej mówiąc: definicja tego, czym mogłaby być w kategoriach społeczno-ekologicznych. To nie zrealizuje się samo, potrzebna będzie walka. Chodzi o to, czy Europa może się tak uformować politycznie, by sama mogła zgłaszać roszczenia wobec świata. W jaki sposób może więc stworzyć warunki, pozwalające regulować globalizację ze społecznego i ekologicznego punktu widzenia?

Jestem przekonany, że Europa może stać się instancją kontrolną w stosunku do Stanów Zjednoczonych. Nie chodzi o to, by być przeciw USA. Musimy stać się prawdziwymi partnerami. Z partnerstwem na światowym poziomie jest tak jak z nowoczesnym małżeństwem: partnerem jest się tylko wtedy, jeśli można powiedzieć „nie”. Europa może wnieść ogromny wkład do pomnożenia demokracji i globalnej sprawiedliwości, jeśli będzie w stanie powiedzieć to „nie”, gdy będzie wysuwać własne propozycje dotyczące ochrony klimatu, regulacji rynków finansowych, reformy Światowej Organizacji Handlu, reformy ONZ czy powołania Międzynarodowego Trybunału Karnego.

Oswoić globalizację

Dynamikę neoliberalizmu trzeba wprząc w taką formę organizacyjną kapitalizmu, która zagwarantuje więcej demokracji i solidarności. Tylko jeśli będzie istniał konflikt między tymi dwiema dynamikami, uda nam się przeforsować reformy. W tym celu potrzebujemy jednak instytucji politycznych.

Z globalizacją nie można walczyć za pomocą zwietrzałych marksistowskich teorii. Trzeba stworzyć teorię, która umożliwi nam prowadzenie tej walki. A wtedy będziemy także w stanie wyraźnie powiedzieć Amerykanom, jakie jest nasze zdanie.

Na przykład, moim zdaniem, interwencja w Bośni była słuszna. Słuszną rzeczą było również interweniować w Afganistanie. Ale błędem byłoby ingerować w Iraku. Jednak żeby wiarygodnie głosić taki pogląd, trzeba mieć własne możliwości. Własną tożsamość polityczną. Tożsamość, która chce i potrafi kształtować. I taka jest Unia Europejska.

Europo, bądź pewna siebie

Europa nie musi reedukować Ameryki, ale możemy wywierać pozytywny wpływ. Potrzebujemy dialogu kultur nie tylko z islamem, lecz także z amerykańskim społeczeństwem. Możemy Ameryce zaoferować nową formę partnerstwa i prowadzenia sporów. Ale do tego potrzebna jest samoświadomość. Dopóki jednak Europejczycy będą posypywać głowę popiołem i mówić: nic nie mamy, jesteśmy najbiedniejsi, jesteśmy uciskani, dopóty Amerykanie nie będą nas słuchać. U siebie słyszą dość takiego narzekania. Na Bałkanach Europa pokazała, co znaczy, gdy zgodnie z własnymi wyobrażeniami posuwamy naprzód współpracę i demokratyzację. Oczywiście Europa nie była zdolna do interwencji, ale to, czego dokonano później dla rozwoju i stabilizacji, opierało się na europejskich propozycjach i pieniądzach.

Bałkany mają dziś perspektywy, jakich nie miały przed dziesięciu laty. Amerykanie stracili zainteresowanie tym regionem, bo od momentu gdy interwencja została zakończona, nie wiedzą już, gdzie on leży. Na tym polega wielka różnica między Europą a Ameryką.

Również w Afganistanie okaże się, czy przebije się europejski model rozwoju, czy amerykański model interesów. Jeśli zwyciężą amerykańskie interesy dotyczące bezpiecznych dróg energetycznych, Afganistan nie będzie miał żadnej szansy. Gdy natomiast zostanie przeforsowany europejski model samodzielnej i koniecznej współpracy, Afganistan po raz pierwszy od czasu rosyjskiej interwencji będzie miał szansę odnaleźć sam siebie.

Daniel Cohn-Bendit jest posłem Parlamentu Europejskiego z ramienia francuskich Zielonych, kultowym przywódcą lewicowych radykałów podczas wydarzeń Maja’68 w Paryżu.

© Daniel Cohn-Bendit, Die Weltwoche

Artykuł był dostępny w sieci http://tygodnikforum.onet.pl/1084180,0,3301,922,artykul.html

Informacje