logo Zielonego info
Z ostatniej chwili:

Europejski bestseller “Świat nie jest towarem”

Jose Bove stał się okrętem flagowym walki przeciw globalizacji i podłemu jedzeniu z fastfoodów

Le Monde

Nie ma potrzeby przedstawiać tu bliżej autorów, a zarazem bohaterów tej książki. Najlepiej robią to na jej kartach oni sami. Znani są już zresztą także w Polsce z licznych doniesień mediów jako czołowi “antyglobaliści”. Ta etykietka w żaden sposób nie oddaje jednak istoty rzeczy. Bo czy właściwe jest opatrywanie nią tych, którzy domagają się, by prawa człowieka respektowano tak samo w każdym zakątku globu? Czy zasługują na nią ci, którzy opowiadają się za utrzymaniem różnorodności tradycyjnych kultur przeciw ujednoliconej, skomercjalizowanej i odwołującej się do najniższych instynktów kulturze masowej, kreowanej przez wielkie koncerny w imię zysku? Czy antyglobalistami są ludzie występujący w obronie bezlitośnie eksploatowanej i niszczonej natury, a tym samym przyszłości naszej planety?

Polska dziennikarka uczestnicząca w obradach szczytu w Davos przytomnie zauważyła, że konkluzje zebranych tam elit pobrzmiewają niczym sławetny bon mot Marii Antoniny, która na uwagę, że wielu jej poddanych gnębi skrajny niedostatek rzuciła: “Nie mają chleba? Niech jedzą ciastka.” Francuski politolog Dominique Moisi uważa, że dzisiejsza sytuacja bardzo przypomina tę sprzed wybuchu rewolucji francuskiej. Odpowiednikiem ówczesnej arystokracji są zaś dziś przedstawiciele wynarodowionych elit finansowych i menedżerowie wielkich korporacji, którzy zachłannie zawłaszczają wszelkie rzeczywiste bogactwa tego świata, pozbawiając tradycyjne państwa resztek suwerenności. Tak, bez wątpienia jesteśmy świadkami triumfu ideologii neoliberalnej, opartej na zasadzie “silniejszy pożera słabszego” . Jest to jednak pyrrusowe zwycistwo. Ponad pół wieku temu wybitny naukowiec, Karl Polanyi, opublikował swoją monumentalną pracę “The Great Transformation” (Wielka transformacja), w której ostrzega: “zgoda na to, by mechanizm rynkowy by jedynym włodarzem losu człowieka i jego naturalnego otoczenia może przynieść efekt w postaci spustoszenia społeczeństwa”. Jestemy właśnie świadkami, jak urzeczywistnia się ten ponury scenariusz. Pieniądze albo życie… To zawołanie od stuleci charakterystyczne dla rabusiów zdaje się być dewizą, mottem i hasłem przewodnim dzisiejszego korporacyjnego kapitalizmu, który w gruncie rzeczy niewiele się różni od “wilczego”, manchesterskiego kapitalizmu początków XIX wieku. To zawołanie zarazem dobrze oddaje istotę wyboru, wobec którego stoimy.

Żyjemy w świecie, w którym billboardy przesłaniają drzewa i słońce; w którym ostatnie enklawy niezdegradowanej jeszcze do cna natury bezwstydnie eksponuje się w reklamowych klipach, by skłonić nas do wydania swoich pieniędzy na przedsięwzięcia, które przyniosą jeszcze większe spustoszenie. Żyjemy w świecie, w którym jedna piąta ludzkości utrzymuje się jakimś cudem przy życiu za mniej niż dolara dziennie; w którym chciwość, egoizm i obojętność podniesiono do rangi cnót; w świecie rządzącym się zasadą “zwycięzca bierze całą pulę” i sprowadzonym do roli tyleż gigantycznego bazaru, co monstrualnego śmietniska.

To nie globalizacja jest zagrożeniem. Przeciwnie, umiejętność myślenia także w skali całej planety jest nam dziś potrzebna bardziej niż kiedykolwiek, jeśli nasz gatunek ma przetrwać. Zagrożeniem jest natomiast dzisiejszy oligarchiczny kapitalizm, który uzurpuje sobie szczególne prawa i przywileje, dokonując bezprzykładnej dewastacji świata. Wyraźnie formułuje to deklaracja ideowa ATTAC Polska, którą miałem sposobność współtworzyć. Stowarzyszenie to jest częścią międzynarodowego ruchu, do którego należą także José Bové i François Dufour.

Nie zgadzamy się na to, by przepływ kapitału pozostawał poza jakąkolwiek kontrolą. Nie zgadzamy się na wprowadzanie rozwiązań preferujących interesy najmożniejszych państw i korporacji, na uzurpowanie sobie przez nie prawa do szczególnych przywilejów, a zarazem na kłamliwe uznawanie tych praktyk za ucieleśnienie idei wolnorynkowych. Jesteśmy zwolennikami uczciwej konkurencji, przebiegającej według przejrzystych kryteriów i zasad. Jesteśmy przeświadczeni, że podział dochodów powinien być przede wszystkim wypadkową indywidualnych uzdolnień i pracy, a nie jedynie konsekwencją akumulacji bogactwa. Nie opowiadamy się za “urawniłowką”, a za rzeczywistą równością szans. Nie zgadzamy się, by o wartości człowieka i jego miejscu w społeczeństwie decydowała jedynie wielkość osiąganych przezeń dochodów. Nie zgadzamy się na podporządkowywanie wszelkich sfer życia społecznego dyktatowi rynku. Relacje międzyludzkie są zbyt złożone i wielowarstwowe by redukować je do wymiaru kontraktów i transakcji.

W obronie prawa do zachowania własnej tożsamości i stanowienia o sobie u siebie – a zarazem w obronie niezbywalnych praw każdego z nas – występują dziś we wszystkich zakątkach globu ludzie częstokroć tak różni, jak niepiśmienni meksykańscy Indianie z ruchu zapatystów, czy sir Julian Rose, doradca księcia Karola do spraw rolnictwa. W swoim wystąpieniu przed polskimi parlamentarzystami 29 marca 2001 roku powiedział on między innymi: Żywność jaką można kupić w supermarketach nie ma pochodzenia, gdyż nikt nie jest w stanie określić, w której części świata została wyprodukowana. Wszystko jest anonimowe i tak samo smakuje. Wieś obumarła. […] Uważam, że powinniście powiedzieć “nie” intensywnemu rolnictwu, które zniszczyło mój kraj w imię produkcji “taniej” żywności. Warto zastanowić się nad tym wezwaniem, póki nie jest za późno. Skutki bezzasadnego zadufania w moc sprzeniewierzających się naturze agrotechnologii mogą bowiem okazać się nieodwracalne.

José Bové zyskał rozgłos kilkoma spektakularnymi akcjami odwołującymi się do idei obywatelskiego nieposłuszeństwa w jej najczystszym ujęciu, wywodzącym się od Henry’ego Davida Thoreau, który uważał, że nawet jeśli ceną za przeciwstawienie się niesprawiedliwości jest więzienie, żaden uczciwy człowiek nie powinien wahać się przed podjęciem takiego wyzwania. Tak, w swoich protestach Bové niejednokrotnie łamał obowiązujące prawa. Prawa, dodajmy, uchwalane pod presją wielkich korporacji i służących ich interesom instytucji finansowych, przy aprobacie skorumpowanych polityków i biernej postawie zdezorientowanych obywateli. Kiedy wjechał do McDonalds’a ciągnikiem, jedna z gazet porównała go do rycerza, który wdziera się do jaskini smoka. Ta metafora może się wydać nieco osobliwa, ale pamiętajmy, że rzucanie samotrzeć wyzwania możnym tego świata wymaga nie lada odwagi. Byłbyż zatem przywódca Konfederacji Chłopskiej rodzajem błędnego rycerza? Z pewnością nie. Smok istnieje i ma wiele głów. Jak w jednym z wierszy Zbigniewa Herberta: dowodem istnienia potwora są jego ofiary / jest to dowód nie wprost / ale wystarczający. Nie jest także Bové Don Kichotem walczącym z wiatrakami, przeciwstawiającym się temu, co nieuniknione. Historia nie jest bowiem zdeterminowana. To my ją kształtujemy. I powinniśmy robić to odpowiedzialnie.

Myślenie i działanie w kategoriach lokalnych wcale nie musi być przeciwieństwem myślenia w kategoriach globalnych. Jest raczej jego podstawą. A doprawdy trudno wyobrazić sobie zajęcie bardziej związane z miejscem, zakorzenione w tradycji lokalnych społeczności i bliższe naturze, niż powszedni mozół rolnika. José Bové i François Dufour z iście chłopskim uporem i determinacją, które pozostają takie same pod każdą szerokością geograficzną, prowadzą swą twardą, nieustępliwą walkę w dwóch wymiarach: o ziemię i – o Ziemię. O tym, jak czynić to skutecznie, mówi właśnie ta książka.

http://www.pologne.com/bove

Skomentuj

Zdjęcia, grafiki i teksty (CC BY-SA 3.0 PL) Zielone Info 2013, lub zostały wykorzystane za zgodą.