logo Zielonego info
Z ostatniej chwili:

Nie mój klimat

Miniony kwartał obfitował w liczne i często wstrząsające zmiany. Nie mam na myśli ani Bliskiego Wschodu ani odległego Zachodu, a jedynie nasze krajowe podwórko. Nie mam też na myśli żadnych przewrotów ani przełomów politycznych. Chodzi o klimat. Trochę dosłownie, a trochę w przenośni.

Klimat umiarkowany jest nam w Polsce bliski. Nigdy nie jest ani za ostro ani za łagodnie, raczej tak na aby aby. Trochę zatem dziwiła łagodna zima, przeplatana okresami bezśnieżnymi i wiosennym finałem, a jakże, znów w śniegu. Ale nawet to dziwne zamieszanie pogodowe jakiego ostatnio doświadczaliśmy możemy jakoś sobie wytłumaczyć. Przeczytamy coś w gazecie o zmianach klimatycznych, usłyszymy coś w wieczornych wiadomościach o zmienności klimatu i już mamy wyjaśnienie – jakiś wulkan wybucha, ktoś chciwy i niegrzeczny wycina nam puszcze i knieje, a lodowce to się pewnie kruszą ze starości.

Szczególnie ciekawe są właśnie roztopy. Czasem odsłonią młodocianego mamuta, a czasem zmarłego nagłą śmiercią wędrowca z wczesnej Epoki Brązu. Czasem nawet z pełnym ekwipunkiem. W naszej szerokości geograficznej rozpuszczenie się warstwy śniegu nigdy nie owocuje w tak spektakularne odkrycia. Ale i czegoż my tu nie mamy! Tysiące niedopałków, kolekcje kapsli, korki i nakrętki, puszki, mozaiki potłuczonych szkiełek, resztki fajerwerków, zestawy śrubek, nakrętek i podkładek. I mógłbym tak wymieniać długo. Polskie (rozstajne) drogi przodują. Bo przecież jesteśmy już Zachodem, a bogactwo śmieci jest tego niechlubnym znakiem. Z drugiej strony dziwnie przewrotna filozofia niedalekiego Wschodu daje mam fałszywe przekonanie, że Ziemia jest niewyczerpanym źródłem. Ale i wielkim wysypiskiem, które wchłonie wszystko bez śladu.

Takie (jak sądzę) przekonanie, leży tez u podstaw decyzji niektórych kierowników robót. Zima nie tylko zaskoczyła drogowców. Roztopy pokazały, że stała się sprzymierzeńcem niejednego budowlańca. Zamaskowała wszelki pośpiech i rzucone lekką ręka resztki. Znów mogę wymieniać jakie znaleziska czekają nas, na dzikich wysypiskach, a często tuż przy niedawnym miejscu wykonywania prac. Zdemaskowane przedwczesnym roztopem objawiają się połamane cegły, folie, kawałki betonu, wszelkiej maści okładziny i kostki brukowe, które, gdyby je zebrać do kupy, mogą przykryć plac pod pomnikiem Powstań Śląskich. Złomu nie ma bo przedstawia pewną wartość materialną w punkcie skupu, drewna nie ma bo wysuszone ma wartość kaloryczną niezbędną do ogrzewania izb mieszkalnych. Zdarza się, że na placu zostaje jeszcze czasem robocza rękawica. Nie wiadomo czy zgubiona, gdy zamieniła się miejscami z kanapką przy drugim śniadaniu. Nie wiadomo czy rzucona jako wyzwanie dla złych manier w miejscu pracy. Po roztopach jest już rozmiękła, a czasem rozjechana kołami aut. Właściciela obchodzi to już tyle co zeszłoroczny śnieg.

Czy tak jest zawsze? Nie zawsze. Tylko czasami. Jednak na tyle często, że kole w oczy. Głównie tych, którym estetyka każdego zakątka nie jest jeszcze obojętna. Mam nadzieję, że nikogo nie uraziłem. Chce tylko uwrażliwić, bo wiosną… Pewnie jak co roku znajdą się i tacy, którzy jakoś sobie wytłumaczą, że styropian, gruz, siatka zabezpieczająca, sznurek, azbest i stare okna dobrze komponują się z naturą gdy porośnie je wysoka trawa.

Skomentuj

Zdjęcia, grafiki i teksty (CC BY-SA 3.0 PL) Zielone Info 2013, lub zostały wykorzystane za zgodą.