Czy w Polsce istnieje lobby homoseksualne? Być może jest to stwierdzenie nieco na wyrost, niemniej – co nie powinno dziwić – to hermetyczne środowisko pomaga sobie wzajemnie, wspiera w trudnych życiowych chwilach. Powszechnie uważa się też, że łatwiej im o pracę. – Oczywiście nie wszyscy są skorzy do pomocy – mówi dziennikarz jednego z gejowskich magazynów – ale spora część jeśli tylko może, chętnie jej udziela. Wiem na przykład, że jeden z młodych telewizyjnych reporterów, pokazujący się często na wizji, do dziennikarstwa trafił poniekąd kuchennymi drzwiami. Dzięki protekcji bardzo znanej persony z publicznej TV zaczął pracę w warszawskim lokalnym radiu. Wcześniej był barmanem w gejowskim pubie.

Inny dziennikarz, prowadzący dziś autorski program w TVP, zadebiutował w świecie mediów pod koniec lat 80. Tajemnicą poliszynela było to, że młodzieżowy tygodnik w którym pisał, znany był z dużego, jak mawiano wówczas, „zagejowienia”. Także w jednej z najpopularniejszej audycji radiowych w tamtych czasach ośmiu z jedenastu prowadzących było homoseksualistami.

W naszym kraju tylko nieliczni nie boją się publicznie powiedzieć, że są gejami. Rok temu dziennikarz „Gazety Wyborczej” Maciej Nowak na łamach macierzystego dziennika napisał, że „będąc homoseksualistą, można żyć godnie i twórczo, cieszyć się zaufaniem przyjaciół i współpracowników, kochać szczęśliwie i mieć pełne poczucie bezpieczeństwa. Wiem to dobrze. Bo sam tego doświadczam”. Jego wypowiedź spotkała się z krytyką środowiska gejowskiego, uważającego, że w Polsce większość gejów i lesbijek nie cieszy się tak dobrym, optymistycznym samopoczuciem jak żurnalista „Gazety”.

Co jest powodem ukrywania swej seksualnej tożsamości? Mirek, jeden z najbardziej znanych reporterów lat 80. uważa, że to nie tylko chęć wygodnego życia, czy obawa przed skandalem. – Problem jest poważniejszy, gdy spojrzy się na niego pod kątem zawodowym. Jeśli do tej pory oszukiwałem, udawałem stuprocentowego hetero, to nagłe odkrycie się, powiedzenie kim się jest, może sprawić że jestem niewiarygodny jako dziennikarz. Kto później przyjmie mnie do pracy?

Potwierdza to inny rozmówca, 25-letni researcher komercyjnej stacji telewizyjnej. – W pracy wiedzą, że jestem gejem i nikt nie robi mi żadnych przykrości. Nie afiszuję się jednak ze swoim homoseksualizmem, bo licho nie śpi, trzeba chuchać na zimne. Łatwiej mi jednak dotrzeć do gejów i lesbijek, których poszukuję na potrzeby programu.

Są też i inne, bardziej prozaiczne powody dla których trzeba żyć w kłamstwie, ciągłym strachu przed ujawnieniem. Popularny prezenter komercyjnej stacji nie mógł powiedzieć, że jest gejem, gdyż producent programu pod groźbą wysokiej finansowej kary zabronił mu wypowiadać się na ten temat. – Uważał, że gdy widzowie dowiedzą się, że jestem homoseksualistą, oglądalność natychmiast spadnie. Co więc miałem robić? Nie dość, że zapłaciłbym horrendalne pieniądze, to moja kariera byłaby niemal na pewno skończona.

Ukrywający swe homoseksualne preferencje dziennikarz, narażony jest na wiele innych niebezpieczeństw. Na przykład szantaż. W latach PRL-u była to powszechna metoda zastraszania nie tylko antykomunistycznych żurnalistów przez Służbę Bezpieczeństwa. Najbardziej spektakularną była ogólnopolska akcja „Hiacynt”, przeprowadzona 15 listopada 1985. – Pewnego ranka w szkołach, uczelniach, zakładach pracy na terenie całej Polski pojawili się funkcjonariusze MO, wyłapywali wszystkich, którzy podejrzani byli o kontakty homoseksualne, wieźli ich na komisariat, gdzie zakładano im kartoteki, robiono odciski palców i wreszcie, w czasie przesłuchań, namawiano do współpracy – wspominał na łamach „Brulionu” Grzegorz Okrent, były przewodniczący gejowskiego stowarzyszenia „Lambda”. – Odbywało się to na zasadzie szantażu: Jeśli nie będziesz denuncjował, to my powiemy rodzinie, w pracy… Wybuchła psychoza. W efekcie wielu gejów wyemigrowało. Byli to nierzadko ludzie na wysokich stanowiskach.

– Nie byłbym taki pewien czy i dziś nie stosuje się podobnych metod – zastanawia się redaktor jednego z ogólnopolskich dzienników. – To broń niesamowicie skuteczna. Dzięki niej można manipulować dziennikarzem, a co za tym idzie – informacją.

Każdy z naszych rozmówców wypowiadał się anonimowo, twierdząc że „tak będzie lepiej”. – Wiem jaką opinię ma nasze społeczeństwo na temat homoseksualizmu – powiedział 37-letni prezenter komercyjnej stacji – nie chciałbym, aby otoczenie odwróciło się ode mnie, aby oceniali mnie za to kim, a nie za to jaki jestem. Poza tym myślę też o ojcu i matce. Sąsiedzi zjedliby ich żywcem, gdyby dowiedzieli się, że mają syna pedała.

Niekiedy najbliższe otoczenie wie o preferencjach seksualnych danej osoby, zdarza się jednak iż maskowanie jest tak perfekcyjne, że mogliby go pozazdrościć agenci służb specjalnych. Popularny wśród młodzieży dziennikarz radiowy zabezpieczył się przed „wpadką” biorąc ślub z reporterką ogólnopolskiej stacji. Nie mają dzieci, ale słowo „żona”, która zresztą niczego się nie domyśla, gwarantuje poczucie bezpieczeństwa. Może więc bezkarnie udawać heteroseksualistę, nadal otaczając się młodymi słuchaczami. – Takich przypadków jest wiele – twierdzi wspomniany gejowski dziennikarz – białe małżeństwa nie należą do rzadkości. Zdarza się, że żona jest lesbijką. To dobry układ. Rodzice są zadowoleni, sąsiedzi też niczego się nie domyślają. O kłótniach nie ma raczej mowy, a każdy z małżonków żyje swoim życiem.

Artur Cezar Krasicki

Empik News, 2002-12-03

Informacje