…Kiedy muzyka się kończy, ciała znikają wraz z zespołem, ponoć muzycznym. Dalej nic. Nikt nie całuje się na środku sali, a nawet po kątach.

– Chwilę podyskutujemy i impreza na pewno się rozkręci – przekonuje Magdalena Mosiewicz, współprzewodnicząca Zielonych.

Jako prosty gej…

O założeniu Zielonych w Polsce zdecydowano zaledwie 7 tygodni temu. Lada dzień do sądu powinny trafić papiery, aby partia mogła być formalnie zarejestrowana. Tymczasem zainteresowanie mediów nową formacją jest ogromne. Powstające jak grzyby po deszczu inne partie mogą im tylko zazdrościć. Ale każdy dziennikarz, który zaczyna pisać o Zielonych, musi liczyć się z krytyką. Zieloni mają świetnie zrobioną stronę internetową, gdzie drobiazgowo omawiana jest każda wzmianka na ich temat. Teksty komentowane są także na gejowskim portalu. Tam uwagi na swój temat mogą także – oprócz dziennikarzy – poczytać sami Zieloni.

– Robi się sensację tam, gdzie jej nie ma – tłumaczy Mosiewicz. – Mówi się, że jesteśmy agresywni i radykalni. My przecież jeszcze nic nie zrobiliśmy; dopiero rozmawiamy, a już zostaliśmy sklasyfikowani. Geje, lesbijki… to mieszanka medialna. Jest ich może u nas około 10 osób. Oczywiście, że wszyscy jesteśmy przeciwni dyskryminacji, uznajemy prawa człowieka. Naszym zdaniem większość nie może dyktować mniejszości, jak ma żyć. Ale to nie znaczy, że jesteśmy związkiem zawodowym mniejszości seksualnych.

Na pytanie o lesbijki i gejów w partii Zielonych nerwowo reaguje Kinga Dunin, pisarka, publicystka, feministka. – To jest takie myślenie wokół tych kategorii: geje, lesbijki, feministki. Czy społeczeństwo polskie dorosło do Zielonych? – zastanawia się Dunin. – Jesteśmy ludźmi z różnych organizacji pozarządowych, których łączy jeden światopogląd. Próbujemy stworzyć partię, która odpowiada naszym poglądom, prezentuje nasz program, naszą wrażliwość. Nie przypadkiem w nazwie partii jest rok 2004, czyli data wejścia do Unii Europejskiej. Częścią programu Zielonych jest myślenie w kategoriach globalnych, szersze niż tylko na poziomie wąsko pojętych horyzontów narodowych. W tej chwili problemy takie jak ekologia czy konflikty wojenne wykraczają poza granice państw. Szykujemy się do integracji i nie mamy obowiązku pytać, co powie polskie społeczeństwo, kiedy widzimy pole swojego działania jeszcze szerzej.

Sympatycy i członkowie Zielonych mogą się oburzać na pytania o mniejszości seksualne, ale jeżeli pod jednym parasolem chcą zmieścić tak różne grupy, muszą się z nimi liczyć. Należy też uważać, co mówi się o swoich potencjalnych wyborcach. Kilka dni temu w jednym z tygodników napisano o Zielonych: „Na konferencji prasowej 22 października uskarżali się, że w gazetach funkcjonują jako ugrupowanie mniejszości seksualnych, a przecież to tylko część ich środowiska. Podkreślają, że w czteroosobowym zarządzie partii nie ma przedstawiciela homoseksualistów”.

Po tej publikacji niedługo trzeba było czekać na reakcje na stronach internetowych gejów. Jako pierwszy zaczął wylewać żale rafik: „Tyle się ostatnio mówi o ZIELONYCH, wielkiej nadziei gejów. Od miesięcy portale internetowe, a od kilku tygodni także gazety karmią nas zieloną propagandą… Jako prosty gej nie życzę sobie być po raz kolejny wykorzystywany i obrażany… Ja już nie chcę słyszeć z ust czerwonych posłanek: »Pedały«, nie chcę też być »mięsem wyborczym« zielonych, którzy »wyciszają homoseksualistów«. Nie chcę czytać ma moim portalu o polityce, która śmierdzi przeżartą korupcją władzą, gdzie już dawno przestała się liczyć ludzka godność i uczciwość. Ale spokojnie ja też mam swoje hasła przewodnie: Jestem gejem. Jestem inny od społeczeństwa. Jestem inny od tego całego bagna. I tego bagna oglądać wcale nie chcę. Mam nadzieję, że nie tylko ja tak myślę”.

Z „Zielonego manifestu”, czyli tezy programowe:

Zgodnie z orientacją seksualną

Każdy i każda z nas ma prawo do własnych wyborów życiowych, o ile nie krzywdzi tym innych, w szczególności ma prawo do życia zgodnie ze swą orientacją seksualną. Uznajemy prawo par homoseksualnych do związków rejestrowanych. Opowiadamy się za prawem związków rejestrowanych zarówno hetero-, jak i homoseksualnych niebędących małżeństwami, do wspólnych praw i obowiązków cywilnych, podatkowych i majątkowych. System edukacji powinien być wolny od dyskryminacji ze względu na orientację seksualną.

Pozytywna dyskryminacja

Mija druga godzina integracyjnego spotkania Zielonych. Na takie spotkania z założenia mają przychodzić – oprócz już zdecydowanych – także ludzie z ulicy. Wystarczy jednak spojrzeć po sali, żeby stwierdzić, że jest ich garstka. Trzymają się sami, na uboczu. Pośród przeszło czterdziestu osób tworzą się grupki. Widać, że ci znają się od dawna. W końcu zaczyna się długo oczekiwana dyskusja. Rozpoczyna Maciej Wieczorkowski, szpakowaty, przystojny facet po czterdziestce. Zajmuje się prawami uchodźców w Amnesty International. Opowiada o sobie. O tym, dlaczego wcześniej nie wybrał innej partii. Mówi dokładnie to samo, co wszyscy Zieloni. Że nie mieli na kogo głosować, że na polskiej scenie politycznej robi się beznadziejnie…

Po nim mówi Dariusz Szwed. To już inny głos. Szwed zawodowo prowadzi biuro wspierania lobbingu. To słychać od razu, zawodowy mówca. Dopiero on ożywia towarzystwo. Z sali pada kilka pytań. Skąd Zieloni wezmą pieniądze, ilu jest przyszłych członków… Kiedy pada pytanie, jakie podatki zamierzają popierać Zieloni, Szwed odpowiada jak rasowy polityk: – Jakie podatki? A ja pytam, jakie państwo… W swoich gładkich odpowiedziach różni się jednak od innych polityków; ciągle rozróżnia dwa rodzaje – żeński i męski: – Cieszę się, że przyszłyście i przyszliście… zostałyście i zostaliście… członkinie i członkowie…

Szwed wie, co robi, bo idea parytetu to u Zielonych ważna rzecz. W przeciwieństwie do pozostałych partii, na czele Zielonych stoi dwóch współprzewodniczących: kobieta – Magdalena Mosiewicz – i mężczyzna – Jacek Bożek. I tak ma być nie tylko na szczytach władzy, ale we wszystkich organach. Inaczej niż wszędzie będą też wyglądać listy wyborcze Zielonych. Będą na nich obsadzani przemiennie kobiety i mężczyźni, z tym że kobietom przypadają miejsca nieparzyste. Po cichu pojawiają się głosy, że równość równością, ale panowie zostali odstawieni na boczny tor.

– Jak ktoś chce nas ośmieszyć, to wszystko doprowadzi do absurdu, choćby idee parytetu – mówi współprzewodnicząca Mosiewicz. – Nasze ustalenia zostały przegłosowane demokratycznie, a i w trakcie głosowań kobiet nie było więcej. Uważamy, że kobiet jest za mało w polityce, a przecież nie są ani głupsze, ani bardziej leniwe czy tchórzliwe.

Sama jednak przyznaje, że stworzenie list, na których znajdzie się równa liczba kobiet i mężczyzn, to trudne wyzwanie. Na razie jednak trzymają się tego zapisu. Gdyby jednak rzeczywistość nie okazała się tak zielona, reguły można zmienić. Tyle że za zgodą kobiet!

Mosiewicz jest operatorem filmowym i sama przyznaje z żalem, że dla polityki musi porzucić kamerę. Bożek natomiast stoi na czele ekologicznej organizacji Klub Gaja.

Gdyby Zielonym udało się przekonać wyborców przy takich układach list, to teoretycznie kobiety mają większe szanse na mandaty radnych czy posłów.

– Zdaję sobie z tego sprawę – przyznaje Dariusz Szwed. – Jednak kobiety dyskryminowane są we wszystkich partiach, więc u nas może być odwrotnie. Ale ja czuję się tak pozytywnie dyskryminowany.

Również i te pomysły znalazły przeciwników wśród internautów: „Obecność parytetu w kształcie zaprezentowanym w «Zielonym manifeście» jest zapisem zniechęcającym wielu mężczyzn do wiązania swej przyszłości z organizacją opartą na jawnej dyskryminacji płciowej wymierzonej w męską część społeczeństwa. Dlaczego bowiem tylko płeć ma być przesłanką kwalifikującą? Jeśli w obrocie prawnym pojawiłaby się instytucja parytetu płciowego, dlaczego nie mielibyśmy wprowadzić podobnego rozwiązania ze względu na wyznanie, kolor skóry, orientację seksualną, kolor włosów itp.?” – pyta Rafał Kownacki.

Odpowiada mu Patrycja: „Zmartwiłeś się, że Zieloni działają niezgodnie z zasadami demokracji. Parytet ci się nie podoba. Bo na kobiety byś musiał głosować. A słyszałeś o Szwecji, w której wprowadzono takie cudo niedemokratyczne? Pomogło kobietom uczestniczyć aktywnie w polityce. Po to wszystko”.

Z „Zielonego manifestu”:

Pół demokracji

Kobiety i mężczyźni nie są traktowani w równoprawny sposób ani w sferze prywatnej, ani na scenie publicznej. Dyskryminacja kobiet ma różne postacie, ale najjaskrawiej przejawia się w braku proporcjonalnej reprezentacji kobiet w życiu publicznym oraz na rynku pracy. Demokracja bez kobiet to pół demokracji.

Czysta przyjemność

Mimo obietnic, impreza po czterech godzinach nadal ma różańcowy nastrój. Bufet też nie zachęca do odwiedzin, ceny wyższe niż w restauracji sejmowej. Szklanka wody, mineralnej kosztuje, bagatela, 5 złotych, w tej samej cenie można też kupić małe piwo… Zupełnie nie wiadomo, dlaczego mocniejsze trunki pojawiają się dopiero po kilku godzinach od rozpoczęcia imprezy, ale przy nich nawet woda mineralna jest tania. Jak przystało ekologom – na przekąskę są sałatki własnej roboty, po 4 złote porcja. W tej samej cenie można dostać porcję domowego ciasta. Dla mniej zasobnych porcja przypalonego – po złotówce.

Pytań w trakcie spotkania integrującego jest niewiele. Odpowiedzi raczej enigmatyczne. Jeśli chodzi o pieniądze, Zieloni liczą jak na razie na swoich członków, a gdyby wybory okazały się pomyślne, to jest szansa na czerpanie ze Skarbu Państwa wzorem innych partii. W przyszłość patrzą optymistycznie i liczą w wyborach parlamentarnych na głosy od 3 do 10 procent wyborców. Na razie chęć przystąpienia do Zielonych zadeklarowało około 1000 osób. Tę wiedzę czerpią z Internetu. To dzisiaj ich główne narzędzie komunikacji ze zwolennikami. Jak mówią, są oszczędni, a Internet jest najtańszy.

Projekty ustaw o związkach partnerskich oraz legalizacja aborcji to na razie jedyne propozycje programowe Zielonych, o których mówią media.

– Te dwa tematy wypłynęły z oczywistych powodów. Innym wypominano, że chociaż tak ważne, były odkładane pod dywan. O założeniu partii zdecydowaliśmy 7 tygodni temu, ale już przygotowaliśmy stanowisko w sprawie ochrony przyrody w Polsce. Interesuje nas kwestia równego statusu kobiet i mężczyzn. Zabraliśmy głos w kluczowej sprawie, czyli konstytucji europejskiej – wyjaśnia Dariusz Szwed. – Za wcześnie jednak, aby mówić, że mamy spójny program polityczny. Dzięki doświadczeniu naszych członkiń i członków jestem przekonany, że często będziemy zabierali głos.

– Filozofia Zielonych to generalnie zapobieganie wojnom, konfliktom, degradacji. Stawiamy sprawy społeczne i ekologiczne nad zyskiem ekonomicznym – entuzjastycznie opowiada Magda Mosiewicz.

Liderka Zielonych zdaje sobie sprawę, że bezrobotnych w Polsce jest więcej niż gejów, lesbijek i ekologów. Ale nie daje się przekonać, że wyborcy zwykle oczekują prostych recept. Jak dostać pracę, tanio kupić własne mieszkanie.

– Poruszamy się w kręgu ludzi ideowych i dla takich tę partię tworzymy. Może się okaże, że tylko dla siebie, ale to i tak dużo, bo będziemy mieli na kogo głosować – mówi. – Wydaje się nam, że bezideowość też przeszkadza ludziom, a nie tylko brak mieszkania. Ludzie znieśliby chyba pracę za mniejsze pieniądze, gdyby wiedzieli, że to ma sens.

– Przecież to czysta przyjemność głosować na partię, z której programem się zgadzamy – przekonuje Kinga Dunin. – A potem, jak już będziemy rządzić, rozliczycie nas, czy działamy zgodnie z nim.

Na samodzielne rządy Zielonych w najbliższym czasie raczej się nie zanosi. Trzeba więc szukać ewentualnych koalicjantów.

– Nasze poglądy stawiają nas po lewej stronie, ale w polskim kontekście nie jest to adekwatne. Większość z nas w czasach PRL była w opozycji i szyld SLD jest dla nas podejrzany – wyjaśnia Magda Mosiewicz.

– W zasadzie nie odnosimy się do polskiej sceny politycznej – dodaje Szwed. – I przez to stawia się nam zarzut, że jesteśmy dziwakami z księżyca.

Internauta Rafał Kownacki jest bezlitosny: „Zielony to nadzieja… W przypadku partii Zieloni 2004 mam skromną nadzieję, że partia ta w obecnym kształcie programowym nie odegra znacznej roli w polskim życiu publicznym.

A może ta wybuchowa mieszanka licznych frustratów, wzbogacona politycznymi spadkowiczami, którzy pragną za pomocą radykalnych haseł przypomnieć o sobie wyborcom, opamięta się i pewnego dnia stanie się partią praw człowieka, a nie walki z nimi? Na razie zielono Wam w głowie…”.

Z „Zielonego manifestu”:

Ekologiczna gospodarka

Jesteśmy zwolennikami zrównoważonej społecznie i ekologicznie gospodarki rynkowej. Uważamy, że rozwój gospodarczy nie jest wartością samą w sobie. Ma on wartość tylko o tyle, o ile poprawia jakość życia obecnych i przyszłych pokoleń. Nie można jakości życia oceniać jedynie w odniesieniu do konsumpcji materialnej. Model rozwoju gospodarczego za wszelką cenę niszczy podstawy życia następnych generacji, dezintegruje społeczności lokalne i sprowadza ludzi wyłącznie do wymiaru konsumentów, stanowi bezprecedensowe w dziejach zagrożenie dla środowiska, jest zły i wymaga zmiany.

Ekologia, zrównoważony rozwój:

– bo woda do picia powinna lecieć z kranu

– bo świat należy się również wnukom

– bo zysk nie jest ważniejszy od ludzi i przyrody

– bo zwierzę nie jest rzeczą

– bo jesteśmy częścią, a nie panami natury

DEMOKRACJA

– Demokracja to ciągły dialog

– Demokracja to poszanowanie różnic

– Demokracja bez kobiet to pół demokracji

– Demokracja potrzebuje obywateli – inaczej jest pustą dekoracją

Może już dość

bicia piany

lania wody

owijania w bawełnę

palenia bez zaciągania

czerwonych cyników

czarnych fanatyków

baloników na druciku?

KATARZYNA PASTUSZKO

Fot. Krzysztof Żuczkowski/Przegląd

Informacje