Watykańska Kongregacja Nauki i Wiary wezwała katolików, a szczególnie polityków, aby stanowczo opowiedzieli się przeciwko wszelkim próbom legalizacji prawnej związków między osobami homoseksualnymi. Nie ułatwi to z pewnością przeprowadzenia w Sejmie projektu ustawy – przygotowanego właśnie przez senator Marię Szyszkowską z SLD – który przewiduje rejestrację związków osób tej samej płci oraz przyznanie im praw majątkowych i podatkowych. Tak czy inaczej, od wywołanego tematu – miejsca osób homoseksualnych w polskim społeczeństwie – nie da się uciec. A rozstrzygnięcia prawne, aby były trafne, muszą być przede wszystkim oparte na współczesnej wiedzy o istocie tej orientacji seksualnej, nie zaś na jakiejkolwiek ideologii. Tym bardziej że tej wiedzy przybywa. O tym poniżej.Statystycznie jeden na piętnastu mężczyzn jest gejem, a jedna na dwadzieścia pięć kobiet – lesbijką. Wedle światowych szacunków osoby o orientacji homoseksualnej stanowią około 7 proc. każdego społeczeństwa. Natomiast wiedza o tej grupie współobywateli jest właściwie żadna, dominują stereotypy.

————————————————–

Watykan wytyka

Związki jednopłciowe są szkodliwe dla prawidłowego rozwoju społeczności ludzkiej – stwierdza ogłoszony 31 lipca dokument Kongregacji Nauki i Wiary. Społeczność swe przetrwanie zawdzięcza rodzinie opierającej się na małżeństwie – głosi dokument – zaś legalizacja związków homoseksualnych podważa definicję małżeństwa. A szacunek dla osób homoseksualnych nie może prowadzić do akceptacji zachowań homoseksualnych ani do zalegalizowania takich związków. Watykan wzywa, aby politycy-katolicy, powołując się na konflikt sumienia, odmawiali wprowadzania w życie podobnych praw, zaś na wszystkich wiernych nakłada stanowczy obowiązek przeciwstawiania się legalizacji związków osób tej samej płci.

————————————————

Także edukacja szkolna w tym zakresie właściwie nie istnieje. Projektowano ją w ramach przedmiotu „Przygotowanie do życia w rodzinie”, ale to, co pozostało w wyniku modyfikacji programu dokonanych w drugiej połowie lat 90., jest faktycznie antyedukacją. Zatwierdzone do użytku szkolnego podręczniki i materiały dla nauczycieli stanowią kompilację negatywnie wartościujących ocen. „Należy generalnie uznać, iż związek homoseksualny jest związkiem patologicznym”, „Postawa homoseksualna jest formą zaprzeczenia własnej płciowości i wyrazem lęku przed partnerem płci odmiennej oraz agresji wobec samego siebie”, „Homoseksualiści i lesbijki mają w ciągu życia nawet do kilku tysięcy różnych partnerów”. I tak dalej w duchu wzbudzania niechęci i lęku („Zanim wybierzesz” M. i W. Grabowscy, A. i M. Niemyscy, M. i P. Wołochowiczowie).

Już na początku lat 70. dwudziestego wieku Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne (APA) zrzeszające autorytety naukowe z całego świata postanowiło – w następstwie coraz liczniej pojawiających się wątpliwości – poddać rewizji wyniki wielu dotychczasowych badań nad homoseksualizmem. Z zakłopotaniem zdemaskowano kompromitujące wykroczenia przeciwko metodologii naukowej, które podważały wiarygodność wniosków wyprowadzanych z tych badań.

Zła matka, a może gorszy ojciec?

Jednym z najpoważniejszych uchybień była rażąca niereprezentatywność osób badanych w zestawieniu z całą homoseksualną społecznością. Prowadzono badania nad pacjentami klinicznymi, którzy sami zgłosili się na terapię z powodu poważnych problemów natury psychicznej. Nie badano osób homoseksualnych, które nigdy nie odczuwały potrzeby korzystania z psychoterapii ani nawet konsultowania swojego samopoczucia z terapeutą. Ale wnioski z selektywnych badań uogólniano na całą populację gejowską, ogłaszając jako prawdę dowiedzioną naukowo, że geje są nieszczęśliwymi ludźmi o zaburzonej psychice, którzy nie radzą sobie w życiu społecznym. Tymczasem źródłem konfliktów psychicznych u gejów i lesbijek szukających pomocy nie była ich orientacja seksualna, tylko napiętnowanie społeczne i odrzucenie.

Wielu autorów badań dokonywało uogólnień na podstawie tzw. studiów przypadku, czyli opisu losów pojedynczych osób, które ich zafrapowały w praktyce terapeutycznej. Nie można wtedy obronić się przed zarzutem tendencyjnego (nawet nieświadomego) doboru takich przypadków, które pasują do przyjętej tezy lub afirmowanej teorii. Badacze najczęściej nie kryli negatywnej postawy wobec homoseksualizmu, a badani byli tego świadomi. Jeśli pacjenci nie akceptowali samych siebie, musiało to mieć wpływ na wyniki.

Nie wytrzymały krytyki teorie, których autorzy poszukiwali rodzinnych lub społecznych uwarunkowań tej orientacji. Celowali w nich zwłaszcza psychoanalitycy i psychoterapeuci. Przygotowali oni cały wachlarz potencjalnych wyjaśnień, z którego dobierali najbardziej pasujące do konkretnego przypadku.

Na przykład: Czy pacjent miał nadopiekuńczą matkę? Tak? Oto mamy przyczynę homoseksualizmu! Nie? To może miał matkę nadmiernie wymagającą? Nie? W takim razie miał zbyt surowego, chłodnego uczuciowo lub wiecznie nieobecnego ojca. Nie? To znaczy, że jego ojciec był zniewieściałym, podporządkowanym żonie pantoflarzem? Też nie? Zapewne pacjent był ostatnim dzieckiem w rodzinie, nadmiernie rozpieszczonym narcyzem? Znów nietrafione? To może chociaż był w dzieciństwie molestowany seksualnie? Nie był? Na pewno? Myślę, że jednak był, tylko wyparł to z pamięci!

——————————————–

Opiewani, opluwani

Orientacja homoseksualna znana jest od zawsze. Jawnie hołdowali jej starożytni Grecy (stąd występujące w literaturze określenie „grecka miłość”). Znawcy antyku twierdzą, że miłość platońska (platoniczna), którą w naszych czasach tłumaczy się jako związek czysto duchowy, była pochwałą miłości mężczyzny do mężczyzny. Homoseksualizm spotykamy we wszystkich starożytnych cywilizacjach – w ich mitologiach, eposach (np. w babilońskim „Gilgameszu”), sztuce i prawie. Jedni opiewali miłość do chłopców, inni ją potępiali.

We wczesnym chrześcijaństwie oceniano homoseksualizm jako bardziej grzeszny i destrukcyjny niż cudzołóstwo, ponieważ zaprzeczał prokreacji. W kulturze europejskiego Zachodu mężczyźni homoseksualni cieszyli się największymi swobodami od VI do XII w., gdy nawet biskupi, np. Marbode z Rennes, tworzyli literaturę, adorującą „nadobnych młodzieńców”. Później zaczęła się epoka stosów, homoseksualizm utożsamiano z herezją (oskarżano o nią np. templariuszy). Rozluźnienie rygorów obyczajowych nastąpiło w XVIII w. w takich krajach jak Anglia i Francja, gdzie wielu arystokratów nie ukrywało swoich skłonności. W XIX w. homoseksualizmem zajęli się lekarze. Nadali mu status wrodzonej degeneracji: najgorszego ze zboczeń, będącego chorobą psychiczną. Traktowani przez sądy jako chorzy, homoseksualiści nie trafiali już do więzień, tylko do zakładów dla obłąkanych. To XIX-wieczna medycyna utrwaliła stereotyp geja jako osobnika zwyrodniałego, zahamowanego w rozwoju, który podporządkował swoje życie popędowi seksualnemu i jest niezdolny do miłości. Nie mając dowodów empirycznych, że homoseksualizm spełnia kryteria zaburzenia psychicznego lub choroby, próbowano go leczyć.

——————————————–

Nierzetelność metodologiczna i brak obiektywizmu badaczy zniekształciły obraz społeczności homoseksualnej. Dlaczego do tego doszło? Przyjmowana a priori postawa niechęci wobec tej orientacji ma swoje źródło w moralności judeochrześcijańskiej, która zawsze surowo potępiała nieprokreacyjną aktywność płciową. Nawet naukowcom trudno jest uwolnić się od kontekstu kulturowego i obyczajowego, w którym wzrastali, aby obiektywnie badać nieaprobowane przez religię i obyczajowość przejawy seksualności.

Lęk przed uzębioną pochwą

Nauka służąca obronie moralności jest jak wścibska sąsiadka, podglądająca przez dziurkę od klucza. Nowe, wolne od tego rodzaju obciążeń badania nad orientacją seksualną nie potwierdziły dotychczasowych teorii na temat przyczyn homoseksualizmu. Nie znaleziono poparcia dla teorii uwarunkowań rodzinnych, upatrujących jego źródeł w nieprawidłowych relacjach dziecka z rodzicami, ani dla teorii uwiedzenia, czyli mającego dalekosiężne skutki homoseksualnego kontaktu dziecka z osobą dorosłą. Irving Bieber (1962 r.) stwierdził, że 70 proc. badanych przezeń homoseksualistów miało „ciepłe”, a 30 proc. „wrogie” matki. Te pierwsze rzekomo tłumiły heteroseksualne zainteresowania synów i „feminizowały” ich. Drugie ich odrzucały. Ten trop prowadził w ślepą uliczkę. Uwiedzenie było, zwłaszcza na początku XX w., postrzegane jako najbardziej typowa przyczyna późniejszej orientacji homoseksualnej. Przyczynił się do tego Freud i psychoanaliza. W sto lat później znawcy psychoanalizy (np. Levovici w 1987 r.) doszli do wniosku, że poglądy Freuda na temat uwiedzenia miały zdecydowanie osobisty podtekst. Freud utrzymywał homoseksualny związek z chirurgiem Fliessem, a kontakt z własnym ojcem także sprawiał mu problemy.

——————————————

Czy powinniśmy zalegalizować związki osób tej samej płci?

Mówi prof. Zbigniew Szawarski, etyk z Wydziału Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego:

– Nie mam nic przeciwko temu. Skoro pary heteroseksualne mają prawo do życia po swojemu, to analogiczne prawo powinny mieć też pary homoseksualne. Skąd zatem bierze się problem? Otóż powiada się, że homoseksualizm to grzech śmiertelny, naruszenie praw boskich i prawa natury, to obraza uczuć i wartości religijnych, przeto takie związki nigdy nie powinny być sankcjonowane przez prawo. Pytam więc, czy ludzie o innych wartościach moralnych i ideałach życiowych – ateiści, agnostycy, sceptycy, pluraliści i wszelkiej maści liberałowie, którzy nie uznają Boga jako źródła porządku moralnego, nie mają prawa do poszanowania własnych uczuć i wartości moralnych? Nie widzę żadnego racjonalnego powodu, aby fundamentalizm religijny (chrześcijański, muzułmański, żydowski czy jakikolwiek inny) dyktował wszystkim ludziom, z kim i w jaki sposób mają żyć, dzielić los czy własność.

Mówi ksiądz Stanisław Obirek, dr nauk humanistycznych, dyrektor Centrum Kultury i Dialogu Kolegium Księży Jezuitów w Krakowie:

– Nie uważam tej inicjatywy za uzasadnioną. Sama idea związków homoseksualnych sankcjonowanych prawnie wydaje mi się sprzeczna z dotychczasową powszechną praktyką cywilizacyjną. Byłaby pierwszym krokiem w kierunku uznania takich związków za pełnoprawne, a więc również otwierałaby drogę do adopcji dzieci, co wydaje mi się dość ryzykowne ze względu na ich rozwój psychologiczny i duchowy. Sądzę, że stanowisko Kościoła w tej sprawie nie ulegnie zmianie w sensie dogmatycznym. Dla większych światowych systemów religijnych zróżnicowanie płciowe stanowi odwieczny plan Boga, w który człowiek nie śmie ingerować.

—————————————-

Nie udowodniono psychologicznych teorii narcyzmu, czyli miłości do osób własnej płci jako do symbolicznego wyobrażenia własnej osoby; zahamowania rozwoju emocjonalnego, to znaczy pozostawania na jego niedojrzałym, homoseksualnym etapie; ani nieprawidłowego rozwiązywania kompleksu Edypa lub Elektry, czyli poczucia winy na tle konfliktu między miłością do jednego a nienawiścią do drugiego z rodziców.

Nikt już poważnie nie mówi o lęku przed „uzębioną pochwą” (vagina dentata), która mogłaby odgryźć penisa – jako podłożu ucieczki do własnej płci. Nie potwierdzono dotychczas teorii pierwszych skojarzeń lub wpływu pojedynczego, traumatyzującego wydarzenia na rozwój orientacji homoseksualnej. Miały one polegać odpowiednio na utrwaleniu się wzorca często powtarzanych lub silnie zabarwionych emocjonalnie doświadczeń z dzieciństwa. Upadła teoria, dopatrująca się przyczyn homoseksualizmu w nieprawidłowym wydzielaniu hormonów u dorosłych osób. Nie znaleziono dotychczas genu orientacji seksualnej, chociaż wyniki pewnych badań nad bliźniętami sugerują uwarunkowania genetyczne.

Najbardziej prawdopodobne, zdaniem psychiatry i seksuologa prof. Zbigniewa Lwa-Starowicza, są biologiczne przyczyny tej orientacji. – Większość badaczy skłania się dziś ku stanowisku, że przynajmniej część populacji homoseksualnej uwarunkowana jest procesami, zachodzącymi w okresie rozwoju płodowego – mówi profesor. To stanowisko wynika z najnowszych badań endokrynologicznych i badań nad budową pewnych struktur mózgu, które budzą duże nadzieje, ale nie wiadomo, kiedy zostaną ostatecznie podsumowane.

Natomiast nie zgromadzono naukowych dowodów na poparcie potocznych opinii, że geje mają większe niż inni tendencje do pedofilii, że osoby homoseksualne są złymi rodzicami, że homoseksualizm jest zaraźliwy albo że wynika z wyboru. Mówienie o moralności w kontekście orientacji seksualnej nie ma większego sensu niż moralne wartościowanie osób leworęcznych lub rudych. Orientacja seksualna jest już prawdopodobnie ustalona u małych dzieci, a ujawnia się najczęściej w początkowym okresie dorastania. Możliwe, że przychodzimy z nią na świat. Jednak ze względu na trudności w badaniu jej przejawów u całkiem małych dzieci nie można ustalić, czy wczesne doświadczenia i sposób wychowania mogą modyfikować orientację seksualną.

Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne uznało już w 1973 r., że w świetle przeprowadzonych analiz homoseksualizm nie spełnia kryteriów zaburzenia psychicznego i wykreśliło go ze swojej klasyfikacji tych zaburzeń (Diagnostical and Statistical Manual and Mental Disorders – DSM). Tym samym orientacja homoseksualna została uznana przez światową czołówkę specjalistów w zakresie zdrowia psychicznego za jeden z naturalnych wariantów seksualności. W ślad za APA także Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) usunęła homoseksualizm ze swojej klasyfikacji zaburzeń psychicznych (International Classification of Diseases – ICD).

Usunięcie piętnujących zapisów jest aktem jednorazowym. Zniwelowanie społecznych uprzedzeń i dyskryminujących praktyk wymaga dużo czasu, wiedzy, a przede wszystkim dobrej woli.

Ściana jest niebieska, a gej pokochał lesbijkę?

W 1998 r. Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne (APA) opublikowało oświadczenie, w którym sprzeciwiło się jakiemukolwiek leczeniu homoseksualizmu, a zwłaszcza tzw. terapii naprawczej, obiecującej zmianę orientacji na heteroseksualną. Nie dowiedziono możliwości wyeliminowania pragnień homoseksualnych ani wytworzenia w ich miejsce popędu heteroseksualnego – stwierdzili psychiatrzy z całą stanowczością. Specjaliści zwrócili uwagę na zagrożenia równowagi emocjonalnej, związane z wypieraniem się własnej orientacji: depresję, problemy z samoidentyfikacją i zachowania autodestrukcyjne. Co spowodowało taką reakcję APA?

———————————–

Ciemna liczba

Par homoseksualnych zamieszkujących razem i tworzących wspólne gospodarstwa domowe może być w naszym kraju od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy. Ich dokładna liczba jest praktycznie niemożliwa do oszacowania, ponieważ ukrywają ten fakt z powodu silnych uprzedzeń społecznych.

———————————-

Jedną z okładek „Newsweeka” z 1998 r. zdobiła para Anne i John Paulk, małżeństwo, którego niezwykłą historię opisano wewnątrz. On eksgej, ona ekslesbijka – opowiadali, jak udało im się wyjść z homoseksualizmu dzięki pomocy organizacji religijnej Exodus International, propagującej skuteczne leczenie tej dewiacji. Poznali się dzięki Exodusowi parę lat wcześniej, a po zmianie orientacji zawarli udany związek. Artykuł stanowił część wielkiej kampanii prasowej, której celem było przekonanie gejów i lesbijek, że jeśli podejmą leczenie wspierane żarliwą wiarą i modlitwą, to wrócą do normalnego społeczeństwa, gdzie spełnią się jako szczęśliwi małżonkowie i rodzice.

W dwa lata później John Paulk stał się bohaterem innej gazety: „Southern Voice” opisał i zilustrował fotografiami jego udaną zabawę w znanym waszyngtońskim klubie gejowskim. John był już wówczas jednym z liderów Exodusu, autorem propagandowej książki „Nie bałem się zmienić: niezwykła historia człowieka, który pokonał homoseksualizm”.

Politolog z De Paul University w Chicago Mark E. Pietrzyk prześledził życiorysy wielu liderów ruchu „byłych gejów”, czyli osób, które przeszły tzw. terapię naprawczą w celu zmiany orientacji z homo na heteroseksualną.

Colin Cook przyznał się do kontaktów homoseksualnych z gejami, poszukującymi zmiany orientacji seksualnej. Były to masaże, przeprowadzane nago – rzekomo po to, aby stępić wrażliwość na uroki męskiego ciała. W tym samym terapeutycznym celu oglądano wspólnie homoseksualną pornografię.

John Smid twierdził, że został w pełni uleczony, żyje w zwyczajnym małżeństwie z kobietą, ale miewa seksualne fantazje o mężczyznach. Jak walczy z tymi pokusami? Podczas telewizyjnego wywiadu wskazał na złotą ścianę ze słowami: „Chcę wierzyć, że ta ściana jest niebieska. Powtarzam: jest niebieska, jest niebieska… Wtedy słyszę głos Pana: »Masz rację, John, jest niebieska«. Tak samo z bożą pomocą przezwyciężam pokusy”.

Dwaj założyciele Exodusu Gary Cooper i Michael Burkee w pewnym momencie porzucili zarówno organizację, jak i swoje żony. Zamieszkali razem i żyli w trwałym związku aż do śmierci Gary’ego.

Liderzy ruchu byłych gejów sami przyznają, że jeśli u niektórych aktywność homoseksualna wygasa, to nie na skutek zastąpienia jej popędem heteroseksualnym, tylko w wyniku tłumienia pragnień, połączonego najczęściej z euforią religijną. Ale popęd seksualny – potrzeba tak naturalna i niezbywalna jak potrzeba snu i jedzenia – prędzej czy później wygrywa z silną wolą i religijną żarliwością. Większość z nielicznych „uleczonych” najdalej po dwóch latach wracała do aktywności homoseksualnej niezależnie od zastosowanej metody „naprawy”.

Test lewicowości?

Senator Maria Szyszkowska, profesor filozofii prawa, wychodzi z propozycją formalnego rejestrowania faktycznie istniejących związków partnerskich. Po co? Czy nie lepsze dla samych gejów i lesbijek, i dla większości społeczeństwa byłoby – jak sugerują niektórzy – nieupublicznianie ich prywatności, niewystawianie odmienności na pokaz?

– Takie stawianie sprawy jest dowodem ciągle żywej u nas dulszczyzny – odpowiada prof. Szyszkowska. – Nie interesuje mnie prowokacja polityczna ani szukanie zwady z Kościołem, tylko rzeczywista demokracja. Jej wyrazem są równe prawa dla wszystkich obywateli. Prawo stanowione nie powinno być wyrazem poglądów nawet najliczniejszej grupy światopoglądowej. Obecnie obowiązujące przepisy traktują osoby tej samej płci, które żyją w trwałym związku – mają wspólne mieszkanie, dorobiły się wspólnego majątku, czują się odpowiedzialne za partnera dziś i w przyszłości – jak ludzi zupełnie sobie obcych.

Przygotowany przez prof. Szyszkowską projekt ustawy daje takim związkom prawa o charakterze ekonomicznym i społecznym, jakie przysługują tradycyjnym małżeństwom. Partnerzy mogliby korzystać ze wspólnego opodatkowania, wspólnie zaciągać kredyty, a w przypadku śmierci jednej ze stron mieliby prawo do dziedziczenia, korzystania z najniższej stawki podatku spadkowego i świadczeń po zmarłym partnerze. Usankcjonowane partnerstwo upoważniałoby do korzystania z ubezpieczenia zdrowotnego dla członków rodziny, ale i zobowiązywało do alimentacji w przewidzianych prawem sytuacjach. Projekt nie przewiduje możliwości adopcji dzieci.

– Ten dokument daje nam ogromną nadzieję na poprawę sytuacji prawie dwumilionowej społeczności homoseksualnej w Polsce. Nie aspirujemy do zawierania małżeństw, jak straszą niektórzy obrońcy tradycji. Chodzi nam o związki partnerskie, zgodne z unijnymi standardami, a do takich standardów Polska dąży przecież we wszystkich innych dziedzinach życia. Dlatego liczymy na poważną dyskusję społeczną – mówi Szymon Niemiec, prezes Zarządu Międzynarodowego Stowarzyszenia Gejów i Lesbijek na Rzecz Kultury w Polsce (ILGCN-Polska).

Prof. Maria Szyszkowska jest przekonana, że stosunek do projektu będzie w jej politycznym środowisku prawdziwym testem lewicowości. Przypomina, że socjaldemokracja ma korzenie w filozofii Kanta. Głównym wyróżnikiem tej opcji politycznej powinno być upominanie się o wolność światopoglądową i obrona praw mniejszości. Tymczasem, zdaniem pani profesor, toniemy w sloganach na temat społeczeństwa obywatelskiego, a życie płynie innym nurtem, w którym na wolność światopoglądową nie ma miejsca.

– Najwyższy czas, żeby osoby homoseksualne przestały prowadzić życie utajnione. Wszelkie udawanie – podwójne życie i podwójna moralność – degenerują życie społeczne, prowadzą do demoralizacji – przekonuje prof. Szyszkowska.

Można jednak zapytać, czy rejestracja związków homoseksualnych nie spowoduje w efekcie zwiększenia tej grupy społecznej? Czy nie stanie się wyzwaniem dla osób, „przeczuwających” tylko taką orientację lub skłonnych do obyczajowych ekstrawagancji? Badania nie dają żadnych podstaw do obaw, że większa tolerancja społeczna dla homoseksualizmu i związane z nią zmiany legislacyjne zaowocują wzrostem liczby osób homoseksualnych w społeczeństwie. Wynika z nich, że gejem, lesbijką lub osobą heteroseksualną po prostu jest się i już zapewne nie da się tego zmienić. W kulturach represjonujących lub afirmujących aktywność homoseksualną liczba osób o tej orientacji nie różni się istotnie. Wraz ze wzrostem społecznego przyzwolenie mniej ludzi ukrywa swoją orientację, stąd można odnieść mylne wrażenie, że ich liczba rośnie. Gordon Allport, pionier badań nad uprzedzeniami, stwierdził już w latach 50. ubiegłego wieku, że wprowadzenie i respektowanie zmian legislacyjnych szybciej pociąga za sobą zmniejszenie dyskryminacji społecznej i zmiany w mentalności niż odwrotnie.

Homoseksualnej orientacji nie należy mylić z homoseksualną aktywnością, którą można przejawiać niezależnie. Osoby homoseksualne zdolne są do kontaktów heteroseksualnych i odwrotnie. W instytucjach zamkniętych bardzo powszechne jest zjawisko homoseksualizmu zastępczego, czyli aktów podejmowanych przez osoby heteroseksualne z braku partnera odmiennej płci. Gdy taki partner staje się dostępny, aktywność zastępcza ustaje. Opisywane zjawisko występuje w zakładach karnych i wychowawczych, w internatach, klasztorach, haremach, w wojsku, na statkach dalekomorskich.

Społeczna reakcja na projekt ustawy o rejestrowanych związkach partnerskich wydaje się testem nie tylko dla lewicy. Będzie także wyzwaniem dla środowiska osób homoseksualnych, które już podejmuje starania o szerokie poparcie dla projektu. Jak te starania będą realizowane, jakie postawy i styl zabiegów o swoje prawa zaprezentują – to będzie miało ogromny wpływ na ich wizerunek i atmosferę wokół projektu.

Zapowiada się bardzo interesująca debata. Oby nie została sprowadzona z jednej strony do poziomu klozetowych inskrypcji, z drugiej zaś do krucjaty w obronie moralności.

Krystyna Bojarska-Nowaczyk jest psychologiem, wykłada na Uniwersytecie Gdańskim przedmioty seksuologiczne.

Co wolno i gdzie?

• Parlament Europejski w 1994 r. zalecił państwom członkowskim „eliminację przeszkód w legalizacji stałych związków homoseksualnych”. Dania jako pierwsza na świecie uchwaliła w 1989 r. prawo rejestracji partnerstwa dwóch osób tej samej płci. Miało ono takie same skutki co zawarcie ślubu cywilnego (w zakresie własności, dziedziczenia, ubezpieczeń społecznych, podatków, rozwodów), z wyjątkiem prawa do adopcji. W Niemczech pierwszym landem, który wprowadził (1992 r.) konstytucyjną ochronę długotrwałych wspólnot życiowych bez względu na płeć, była Brandenburgia. Rok później śladem duńskiego prawodawstwa poszła Norwegia, następnie Szwecja (1994), Islandia (1996), która zezwoliła też na adopcję dzieci jednego z partnerów, w 1998 – Szwajcaria i Holandia.

• W 1999 r. francuskie Zgromadzenie Narodowe przyjęło Obywatelski Pakt Solidarności (PACS) legalizujący związki nieformalne bez względu na płeć (współodpowiedzialność za długi, wspólne deklaracje majątkowe po 3 latach trwania związku, zasady dziedziczenia i opieka socjalna).

• W 2000 r. Vermont jako jedyny stan USA wprowadził „unię cywilną” – prawny substytut małżeństwa (łącznie z automatycznym przejęciem opieki nad dzieckiem w wypadku śmierci naturalnego rodzica). Od tego też roku w belgijskich urzędach stanu cywilnego można zawierać tzw. kontrakty współżycia (jak PACS, partnerzy nie mają jednak wspólnoty majątkowej), a w Brazylii wspólnie rozliczać się z fiskusem i dziedziczyć emerytury.

• W 2001 r. dołączyły – według wzoru duńskiego – Niemcy i Finlandia (ta bez możliwości adopcji nawet biologicznych dzieci) oraz Portugalia, przyznająca takie same prawa i ulgi podatkowe jak żyjącym w konkubinacie parom heteroseksualnym. Holenderskie prawodawstwo zagwarantowało w 2001 r. parom homoseksualnym pełnię praw małżeńskich, łącznie ze ślubem w merostwie. Związki małżeńskie mogą zawierać także od czerwca br. homoseksualni mieszkańcy Belgii. Organizacje homoseksualistów wywalczyły sobie prawo formalizowania związków w niektórych regionach, jak hiszpańska Katalonia i Aragonia, czy miastach: Pizie i Florencji.

• W 2002 r. synod niemieckich biskupów ewangelickich wyraził zgodę na błogosławieństwo dla par homoseksualnych w landach Brandenburgia i Berlin. Ma się ono wyrażać w formie modlitwy.

• Adopcja dzieci z poprzednich heteroseksualnych związków dopuszczalna jest w kilkunastu stanach Wschodniego i Zachodniego Wybrzeża USA, w dwóch prowincjach Kanady: Quebecu i Kolumbii Brytyjskiej, w Islandii, Danii, Republice Południowej Afryki. Pełni praw adopcyjnych, rozciągniętych na dzieci nie będące w biologicznym powinowactwie z rodzicami, udzieliły parom homoseksualnym (jako pierwsze w świecie) władze amerykańskiego stanu New Jersey (1997). Od 2001 r. takie samo prawo obowiązuje w Holandii, obejmując swym zasięgiem tylko dzieci holenderskie. Najdalej w ustawodawstwie poszedł parlament szwedzki, który latem zeszłego roku zezwolił na adopcję dzieci również za granicą i zagwarantował prawo do zasiłków na równi z tradycyjnymi rodzicami.

KATARZYNA BOJARSKA-NOWACZYK, EWA NOWAKOWSKA

Polityka, Nr 32/03 (2413)

Informacje