logo Zielonego info
Z ostatniej chwili:

Piękno przyjazne – czyli jakie?

 

Ekologia modna jest szczególnie w przemyśle kosmetycznym. Współczesny konsument, mając dostęp do niewyczerpanego (choć nie zawsze wiarygodnego) źródła informacji, jakim jest Internet, jest bardziej świadomy swoich praw i potrzeb, dlatego też producenci prześcigają się w strategiach marketingowych, które mają zaspokoić nie tylko wymagania naszego rodzaju cery, ale i pasować do naszych przekonań. Jak przebić się przez ten gąszcz ofert i nie dać się nabrać?

 

Piękno przyjazne przyrodzie

 

… Czyli jak najmniej obciążające środowisko. Oczywiście trudno mówić o toksyczności w przypadku kosmetyków, gdyż muszą one spełniać normy, które gwarantują ich nieszkodliwość dla użytkownika. Jednak kosmetyk kosmetykowi nierówny – zmywając je, spuszczamy w końcu do ścieków pochodne ropy naftowej czy siarczany sodowe. Z drugiej strony – opakowania. Większość popularnej chemii kosmetycznej sprzedawana jest w opakowaniach plastikowych, często łączonych z kartonowymi.

Biorąc pod uwagę, że nie każdy z nas ma możliwość segregowania odpadów (nie każde osiedle ma już swoje pojemniki na szkło, plastik i papier) i że nie wszystkie odpady papierowe czy plastikowe nadają się do typowej segregacji, zwracajmy szczególną uwagę na to, czy opakowania naszych kosmetyków nadają się do recyklingu i jakie substancje zawierają: może się okazać, że choć kosmetyk jest nietoksyczny, opakowanie zawiera szkodliwe substancje (np. ftalany niedopuszczone do stosowania w samym produkcie), które mogą w śladowych ilościach przedostawać się do kosmetyków i powodować niekorzystne reakcje skórne. Na drugim biegunie znajdują się natomiast kosmetyki biodegradowalne lub w opakowaniach poddających się recyklingowi, szczególnie szklanych.

Jak mieć pewność, że kupowany przez nas produkt będzie spełniał kryteria nieszkodliwości dla środowiska? W sukurs przychodzą nam regulacje prawne na poziomie UE, widoczne jako certyfikaty ze specjalnymi oznaczeniami. Na produktach zagranicznych szukajmy Niebieskiego anioła (Der Blaue Engel), Sokoła (Bra Miljöval), „kłoska” (Organic Farming) lub Stokrotki (obowiązuje w całej Unii Europejskiej, nadawany różnym rodzajom produktów o potwierdzonej nieszkodliwości dla środowiska). W Polsce funkcjonuje znak Stokrotki oraz kilka innych, lokalnych certyfikatów (Ekoznak, Zielone Płuca Polski, Ekoland, Zielona Marka), na które warto zwracać uwagę, aby uniknąć podróbek. Pamiętajmy, że certyfikaty nadawane są przez konkretne instytucje (np. Polskie Centrum Badań i Certyfikacji ) i mają zarejestrowane znaki [1]. Warto się z nimi zapoznać, by uniknąć oszustwa… I nie dać zarobić firmom, które z ekologią mają niewiele wspólnego.

 

Piękno przyjazne zwierzętom

 

Od końca XX wieku na opakowaniach kosmetyków zaczęły pojawiać się oznaczenia gwarantujące brak testów produktu na zwierzętach. Popularny „króliczek” gościł w polskich drogeriach przez kilka lat, aby po 2004 zniknąć. Bynajmniej nie dlatego, że firmy produkujące kosmetyki wróciły do nieetycznych testów. Przyczyna tkwi w prawie unijnym – od roku 2004 na terenie całej Unii Europejskiej realizowany jest program wygaszania testów na zwierzętach. Od 2009 żaden produkt kosmetyczny produkowany i sprzedawany w UE nie może być testowany na zwierzętach. Ostatni etap programu ma zostać zrealizowany do roku 2013 – i będzie on dotyczył definitywnego zakazu takiego badania toksyczności substancji chemicznych wchodzących w skład receptur [2]. Co to jednak oznacza dla konsumenta? Na co zwracać uwagę w sklepie lub hurtowni, jeśli chcemy wprowadzić ekologiczne marki do naszej oferty?

Cóż, od świadomości, że jesteśmy zwierzętom winni ogromny dług, nie uciekniemy – większość substancji, których używamy do pielęgnacji było przetestowanych na zwierzętach. Stąd zakaz prawny: nie mamy moralnego prawa powtarzać testów na istotach żywych bez potrzeby. Całkowity zakaz testów toksykologicznych wejdzie w życie dopiero za dwa lata, więc jeśli chcemy mieć świadomość, że używane przez nas kosmetyki zawierają znane składniki lub też testowane metodami alternatywnymi – szukajmy certyfikatów zaakceptowanych przez międzynarodowe organizacje przeciw testom na zwierzętach [3]. Warto także odwiedzić, nawet jeśli sami wegetarianami nie jesteśmy, portale internetowe dla niejedzących mięsa; tam mamy szanse znaleźć certyfikowane kosmetyki wytworzone według humanitarnych standardów [4].

Zwracajmy natomiast uwagę na produkty spoza UE – wprawdzie opisane zakazy obejmują również towary importowane, jednak wśród nich mogą się znaleźć takie, których toksyczność testowana była na zwierzętach. O kupowaniu „cudownych środków” z szemranych źródeł nie warto chyba nawet wspominać – zakładamy, Czytelniku, że jesteś konsumentem świadomym.

 

Piękno przyjazne człowiekowi

 

Świadomy czy nie, konsument potrzebuje jednak ostatecznie produktu kosmetycznego. I nawet jeśli chce wybierać produkty nieszkodliwe dla środowiska, nietestowane na zwierzętach – musi też zadbać o potrzeby własne. Żyjąc w środowisku, w którym narażeni jesteśmy na zanieczyszczenia, stres, efekty złej diety musimy liczyć się z tym, że taki tryb życia będzie – dosłownie – niekorzystnie odbijać się na naszej skórze. Jak jej ulżyć?.

Problemem nowoczesnego przemysłu kosmetycznego jest po pierwsze specjalizacja. Serie kosmetyczne renomowanych marek zawierają produkty dla różnych grup wiekowych, na różne pory dnia i nocy, na mróz i na słońce… Z jednej strony – chwalebna różnorodność, z drugiej – przekonanie, że potrzebujemy całej baterii kosmetyków. Dodatkowo im dokładniej się oczyszczamy, tym bardziej, wbrew pozorom, bezbronna i podatna na schorzenia nasza skóra. Pomijając nawet dyskusyjność szkodliwości rozmaitych substancji wchodzących w skład większości kosmetyków (parabeny, ftalany i laurylosiarczan sodu mają zarówno swoich zajadłych przeciwników, jak i zwolenników wśród kosmetologów) – może warto spróbować produktów z naturalnych składników?

Propagatorzy przyjaznego środowisku i człowiekowi stylu życia proponują kosmetyki, naturalne, z ekologicznych upraw, często także nie zawierające dodatków pochodzenia zwierzęcego. Wybierając je, pamiętajmy jednak także o świadomym przeczytaniu składu – brak konserwantów też ma swoją cenę (niezakonserwowany kosmetyk trzeba zużyć szybciej, gdyż jak wszystko może stać się on pożywką dla bakterii i pleśni), a to, że kosmetyk zawiera wyłącznie wyciągi roślinne nie oznacza automatycznie, że nie wywoła reakcji uczuleniowej.

Co zatem zrobić, by mieć całkowitą pewność, że użyty przez nas produkt nie będzie szkodliwy? Najlepiej przygotować go samodzielnie, nawet jeśli zajmie nam to więcej czasu niż wyprawa do drogerii. Domowe maseczki z produktów spożywczych, peelingi czy maści kręcone samodzielnie z olejów to żadna nowość w historii kosmetyki. A biorąc pod uwagę dostępność polskich stron z przepisami warto rozważyć tę alternatywę. Zwłaszcza że przygotowując kosmetyki w domu możemy praktykować recykling i kontrolować skład, ilość i przydatność do użycia [5]. Produkty spożywcze na pewno mniej obciążą środowisko niż wylewane do ścieków detergenty. Ważne natomiast, aby zanim zaczniemy eksperymenty, zwrócić uwagę na składniki potencjalnie uczulające i, jeżeli mamy problemy skórne, poradzić się dermatologa.

 

Anna Askaldowicz

Piaskowy Smok

1. Szczegółowe informacje na temat oznaczeń można znaleźć np. na stronie: http://zieloneznaki.pl/,

2. Kosmetyki a prawo unijne: http://www.kosmopedia.org/o_kosmetykach/kosmetyki_a_testy_na_zwierzet/,

3. Np. European Coalition to End Animal Experiments (http://www.eceae.org/) lub Internationaler Herstellerverband gegen Tierversuche in der Kosmetik (http://www.ihtk.de/),

4. Np. tutaj: http://www.estilopress.com/lista-firm/, http://www.vege.pl/str.php?dz=64, http://ok.3bird.net/cosmetics-pl.html,

5. Przepisy – i filozofię domowej kosmetyki – poznamy np. tu: http://www.skinphilosophy.pl/.

 

 

 

 

 

 

 

Skomentuj

Zdjęcia, grafiki i teksty (CC BY-SA 3.0 PL) Zielone Info 2013, lub zostały wykorzystane za zgodą.