logo Zielonego info
Z ostatniej chwili:

Czy kapitalizm da się wyleczyć?

W ciągu ostatnich lat pojawiło się wiele analiz dotyczących przyczyn obecnego kryzysu (do których zdążyły dołączyć kolejne, takie jak utrata globalnej bioróżnorodności czy spekulacyjny wzrost cen żywności) i sposobów na wyjście z niego, głęboko krytycznych wobec podejmowanych przez kolejne rządy cięć budżetowych. Zielony Nowy Ład, opisywany na tym portalu, był jedną z prób zarysowania alternatywnego kursu dla globalnej ekonomii, wykorzystującego publiczne inwestycje w energetykę odnawialną, transport zbiorowy czy energooszczędne budownictwo do ponownego ożywienia gospodarki. Dalej idą zwolenniczki i zwolennicy „gospodarki stanu stacjonarnego” czy też wręcz „spadku gospodarczego”, uznający, że nawet wprowadzone na szeroką skalę innowacje technologiczne nie będą w stanie zrealizować dwóch stawianych przed nimi celów – redukcji emisji gazów cieplarnianych (i szerzej – nacisku człowieka na środowisko) oraz zapewnienia każdej istocie ludzkiej na Ziemi prawa do godnego życia, wolnego od wojny i biedy. W obu tych grupach znaleźć też można zwolenniczki i zwolenników powszechnego dochodu obywatelskiego – wprowadzenia uniwersalnego świadczenia, wypłacanemu jako dowartościowanie różnorodnych, społecznie użytecznych form ludzkiej pracy, szczególnie zaś – pracy opiekuńczej, takiej jak dbanie o osoby starsze czy aktywność w obrębie lokalnej społeczności.

 

To krótkie wyliczenie jest jedynie wierzchołkiem góry pomysłów i rozważań na temat bardziej stabilnego, społecznie sprawiedliwego oraz ekologicznie wrażliwego sposobu funkcjonowania ekonomii. Jedną z głównych kwestii jest spór, czy możliwa jest ekospołeczna reforma gospodarki kapitalistycznej, czy też należy skupić się na budowie zupełnie nowego systemu. Bliżej tej drugiej tezy niewątpliwie znajdują się różnego rodzaju krytyki marksistowskie. Choć można mieć całkiem długą listę zastrzeżeń do praktycznych prób wdrażania tego typu rozwiązań w praktyce – na czele z łamaniem praw człowieka i degradacją ekologiczną – nie sposób obwiniać o nie wszelkie nurty odwołujące się do teoretycznej spuścizny Karola Marksa, nierzadko bardzo krytyczne wobec realnego socjalizmu. Jeden z nich przybliża w niedawno wydanej po polsku w serii Biblioteki Le Monde Diplomatique książce „Kapitalizm bez znieczulenia” Michel Husson.

 

Jak brzmi analiza przyczyn aktualnego kryzysu pióra tego francuskiego ekonomisty, statystyka i ekonometryka? Jego zdaniem mamy obecnie do czynienia z katastrofą dotychczasowego modelu gospodarowania, powstałego w wyniku wyczerpania się fordystowskiej formuły państwa dobrobytu. Fiasko przywrócenia koniunktury za pomocą dotychczasowych, keynesistowskich metod stymulowania popytu utorowało drogę do rekonfiguracji globalnego kapitalizmu w duchu neoliberalnym. W pogoni za zyskami kapitał skupił się na daleko posuniętej finansjeryzacji i na zaspokajaniu zysku akcjonariuszy, zamiast dotychczasowego poszerzania bazy społecznej, umożliwiającej wzrost sprzedaży produkowanych przezeń towarów. Towarzysząca deregulacji przepływów finansowych deregulacja oraz rozmontowywanie sieci zabezpieczeń społecznych stworzyło sytuację rosnącej niepewności życiowej szerokich warstw ludności.

 

Rekonfiguracja, która miała miejsce w latach 70. i 80. XX wieku, doprowadziła do spadku udziału płac w wartości dodanej (a więc – zgodnie z teorią marksistowską – nadwyżce między kosztami wyprodukowania danego towaru a ceną jego sprzedaży), co wzmogło społeczne rozwarstwienie. Jako alternatywę dla podtrzymania dotychczasowego stopnia konsumpcji zaoferowano osobom o niskich i średnich dochodach kredyty, co szybko doprowadziło do rosnącego uzależnienia się od systemu finansowego, w którym znoszono bariery prawne, uniemożliwiające koncentrację rynkową oraz łączenie bankowości detalicznej ze spekulacyjną. Taki stan rzeczy, zdaniem Hussona, doprowadził do powstania klasy rentierów, lokujących wolne nadwyżki kapitałowe w coraz bardziej szemrane bańki inwestycyjne w rodzaju bańki internetowej na początku XXI wieku czy też bańki mieszkaniowej pod koniec pierwszej dekady XXI wieku. Sprzyja temu, jego zdaniem, brak okazji do rentownych inwestycji w „realną gospodarkę”.

 

Na poziomie rozpoznania stanu faktycznego autor, posiłkujący się bogatą ilością danych statystycznych, zwizualizowanych w przystępnej formie tabelek i wykresów, wypada niezmiernie przekonująco. Także część postulatów, takich jak chociażby skracanie czasu pracy, umożliwiające bardziej równomierną jej redystrybucję w społeczeństwie, a także poszerzanie zakresu bezpłatnych usług publicznych, przyczyniających się do poprawy jakości życia, można uznać za sensowne i warte wdrożenia. Husson, w przeciwieństwie do wielu marksistowskich ortodoksów, potrafi opowiedzieć się za konkretnymi działaniami, takimi jak wzięcie udziału w zmaganiach o opodatkowanie globalnych transakcji finansowych, wierzy bowiem, że mobilizacja wokół konkretnych celów ma dużo większy potencjał niż opowiadanie o raju, który powstać ma po upadku neoliberalizmu. Wyraża on przekonanie, że choć długofalowo gospodarka rynkowa porusza się zgodnie z teoriami na temat „długich fal” – naprzemiennych cykli ożywienia oraz recesji – to wyjście ze stanu ekonomicznego spowolnienia nie jest niczym automatycznym i gwarantowanym, lecz wymaga mobilizacji społecznej oraz strukturalnych przekształceń w obrębie systemu ekonomicznego, jeśli ten ma ruszyć z kopyta.

 

Są jednak kwestie, w których analiza zawarta w „Kapitalizmie bez znieczulenia” wydaje się chybiać celu. Husson sam deklaruje, że potrafi sobie wyobrazić w teorii istnienie kapitalizmu, w którym kwestie społeczne i ekologiczne zostają zinternalizowane w jego funkcjonowanie, twierdzi jednak, że opór immanentnej żądzy jak największego zysku zapobiega praktycznej jego realizacji. Wydaje się zatem powątpiewać w możliwości zarówno aparatów państwowych, jak i tego samego społeczeństwa, które jego zdaniem może zbudować nową formę socjalizmu. Analiza ta wydaje się dość powierzchowna, brak jej również wskazania na potencjalne sposoby załatwienia problemów, które mogłyby objawić się w wyniki bardziej centralnego sterowania gospodarką. Krytykując z kolei ideę powszechnego dochodu obywatelskiego, zwraca uwagę nie na koszty tego przedsięwzięcia (będące piętą achillesową całej koncepcji), lecz na to, że jego zdaniem sprzyjać on będzie wykluczeniu kobiet z rynku pracy. Zapomina on jednak o roli – obecnie wykonywanej w dużej mierze bezpłatnie lub za niskie płace – gospodarki reprodukcyjnej, w dużej mierze sfeminizowanej, która opiera się na trosce, opiece i społecznej reprodukcji gospodarki. Choć proponuje on skrócenie czasu pracy, którego skutkiem byłaby większa równowaga między czasem wolnym a pracą, nie do końca rozwiązuje to kwestię nagradzania ludzi za działalność społecznie użyteczną, jak chociażby wolontariat.

 

Książkę Michela Hussona mimo to polecam. Nie trzeba zgadzać się ze wszystkimi tezami w niej zawartymi (jak widać, autor recenzji również ma spory dystans co najmniej do części z nich), niemniej jednak nie sposób odmówić jej przenikliwości i naukowego zacięcia. Choć nie jest ona gruba, nie należy się nastawiać na szybką lekturę – szczególnie od osób nie mających dużej wiedzy na temat ekonomii marksistowskiej będzie ona wymagała sporego skupienia, jeśli chce się wychwycić wszystkie zawarte w niej wątki i zrozumieć zaproponowaną przez autora analizę. Czas na nią poświęcony nie będzie jednak czasem straconym.

 

Michel Husson, Kapitalizm bez znieczulenia, Biblioteka Le Monde Diplomatique, Instytut Wydawniczy Książka i Prasa, Warszawa 2011, 240 s., 30 zł

 

Bartłomiej Kozek

Skomentuj

Zdjęcia, grafiki i teksty (CC BY-SA 3.0 PL) Zielone Info 2013, lub zostały wykorzystane za zgodą.