logo Zielonego info
Z ostatniej chwili:

Rowerem legalnie pod prąd

Rowerzysta

Rowerzysta

Autor: Bartłomiej Misiniec

W tym tekście rozprawiam się z większością “mitów” dotyczących naszej akcji, pt. “Rowerem legalnie pod prąd”. Więcej informacji o niej znajdziecie pod tym linkiem. Wymienione przeze mnie uwagi kierowców pochodzą z różnych for dyskusyjnych, na których zaistniała dyskusja po publikacji ww. artykułu. Jeśli macie jeszcze jakieś pytania, piszcie w komentarzach – chętnie odpowiem.

W Polsce nie ma klimatu na rower.
W Danii i Szwecji klimat jest bardziej surowy, a mimo to ruch rowerowy jest tam rozwinięty kilkakrotnie lepiej niż u nas.

W Polsce nie ma tradycji rowerowej.
Przez PRL nie ma u nas także tradycji motoryzacyjnej, czy jest to jednak powód do blokowania budowy autostrad? W Polsce przez cały czas próbują się rozwijać obie te tradycje: motoryzacyjna i rowerowa – może zamiast je blokować, dajmy im szansę na dalszy rozwój.

Taka jazda (pod prąd) jest niebezpieczna.
W całej Europie rozwiązanie to uznane jest za bezpieczne, ale w Polsce miałoby być niebezpieczne? Z czego to wynika? Chyba tylko z przesądów.

Ten postulat zawiera w sobie milczące domniemanie, że rowerzyście jadącemu pod prąd jednokierunkową, należy ustąpić.
Nie ma takiego postulatu! Ruch rowerów “pod prąd” ma być możliwy tylko na ulicach, na których rower może się minąć z samochodem bez potrzeby ustępowania komukolwiek. Tak samo jest zresztą w Belgii, gdzie na zbyt wąskich ulicach jednokierunkowych nie dopuszcza się jazdy “pod prąd”.

Jeżeli po jezdni będzie odbywał się ruch w obu kierunkach (choćby i rowerami), to nie będzie to już droga/ulica jednokierunkowa.
Znak T-22 (“nie dotyczy rowerów”) nie likwiduje znaku “zakaz wjazdu”, tylko go uzupełnia. Tym samym, po jego wprowadzeniu, droga dalej jest jednokierunkowa. Identyczne oznakowanie znajduje się już na ulicy Grodzkiej oraz na Kopernika, i nikt nie twierdzi, że nie są to już ulice jednokierunkowe.

Zbudujmy najpierw drogi i parkingi.
Dopuszczenie ruchu rowerów “pod prąd” jest rozwiązaniem prawie całkowicie bezkosztowym, więc zablokowanie go w żaden sposób nie przysporzy dodatkowych środków na nowe drogi i parkingi. Nasza akcja nie jest wymierzona przeciwko budowie infrastruktury drogowej dla samochodów, ani nie stoi jej na przeszkodzi.

To rozwiązanie socjalistyczne/Orwellowskie – to zamordyzm.
Nasze rozwiązanie w żaden sposób nie zabiera przestrzeni kierowcom ani pieszym, a daje ją rowerzystom. W dodatku jest prawie całkowicie bezkosztowe i nikogo do niczego nie przymusza. Nie są do tego potrzebne długotrwałe remonty, utrudniające życie całemu miastu. Skąd więc te skrajne epitety i emocje? To chyba paniczny strach przez zmianami i tym, co nowe. Legalizacja jazdy “pod prąd” jest kwintesencją liberalizmu – to likwidacja przepisów, które utrudniają życie mieszkańcom.

To chory/nienormalny pomysł.
W takim razie cała Europa myli się, stosując takie rozwiązanie, a tylko u nas, w Polsce, żyją ludzie rozsądni? Jakoś nie kwestionuje się idei parkingów park&ride, metra, szybkiego tramwaju, systemów obszarowego sterowania ruchem czy też innych, sprawdzonych na Zachodzie rozwiązań. Trochę pokory. Cały cywilizowany świat nie może się mylić.

Jazda rowerem ulicą jednokierunkową pod prąd, przy kiepskim stanie skrajów jezdni, zaowocuje jazdą praktycznie środkiem, co nie jest bezpieczne.
Drogi jednokierunkowe są w stosunkowo dobrym stanie, głównie dzięki dotychczasowemu, nikłemu natężeniu ruchu. Nic więc nie wskazuje na to, że rowerzyści będą jeździli po nich środkiem. Szczególnie drogi jednokierunkowe w ścisłym centrum Krakowa znajdują się w świetnym stanie, a to właśnie na nich chcemy w pierwszej kolejności dopuścić jazdę pod prąd. Z drugiej strony, rowerzysta przez cały czas będzie widział nadjeżdżający samochód, więc odpowiednio wcześniej może podjechać do skraju jezdni. Jest to sytuacja o wiele bezpieczniejsza od wyprzedzania samochodem rowerzysty, jadącego bokiem zniszczonej drogi dwukierunkowej, a z taką sytuacją spotykamy się przecież na co dzień.

Planujecie odebrać samochodom część jezdni.
Ulice jednokierunkowe są najczęściej za szerokie, jak na samochód poruszający się z małą prędkością, ale też zbyt wąskie, by bezpiecznie mogły się tam minąć 2 auta. Jednokierunkowa ulica Szczecińska ma 4 metry szerokości, ulica Kopernika jest jeszcze szersza, tymczasem pas jezdni na autostradzie, gdzie dozwolona prędkość samochodu to 130 km/h, i gdzie często spotykamy szerokie tiry (na jednokierunkowych ulicach tirów nie znajdziemy), ma maksymalnie 3,5 metra szerokości. Kierowcy i tak nie są w stanie wykorzystać całej szerokości jezdni na większości ulic jednokierunkowych, więc nic nie stracą, gdy podzielą się tą szerokością z wąskim rowerem.

Wasze rozwiązanie podkreśla pasożytniczy styl bycia grupy cyklistów.
Pasożytniczy? Tym rozwiązaniem nic nie zabieramy kierowcom (a wręcz oddajemy im miejsce na drogach dwukierunkowych w okolicy jednokierunkowych), więc takie argumenty to zwyczajny populizm.

Rowerzyści nie mają pojęcia o przepisach ruchu drogowego.
Nie zaprzeczam, że wielu rowerzystów łamie przepisy ruchu drogowego: jeździ po chodnikach, przejeżdża na przejściach dla pieszych, jeździ “pod prąd” na kontrapasach etc. Jednak to nie rowerzyści zamiast 50 jeżdżą 80 km/h w terenie zabudowanym, i nie oni wyprzedzają na ciągłej. To nie rowerzyści parkując, zabierają cały chodnik, ani nie oni wymuszają pierwszeństwo na przejściach dla pieszych. To nie dla rowerzystów montowane są progi spowalniające. Nie pod kołami rowerów co roku ginie kilka tysięcy ludzi, a kilkadziesiąt tysięcy zostaje kalekami. Myślę, że większość kierowców nie ma żadnego moralnego prawa upominać rowerzystów w kwestii przestrzegania przepisów ruchu drogowego, w sytuacji, gdy sami nie są w stanie zapanować nad własną nogą, naciskając pedał gazu. Zresztą większość rowerzystów w miastach posiada prawo jazdy, a często nawet samochód, więc podobne argumenty ze strony kierowców są całkowicie nietrafione.

Skąd kierowcy i rowerzyści będą wiedzieć, że na danej drodze jednokierunkowej rowerem można się poruszać w obu kierunkach?
Chcemy, by każda taka ulica była odpowiednio oznakowana: z jednej strony znak zakazu wjazdu B-2 z tabliczką T-22 (“nie dotyczy rowerów”), a z drugiej strony znak drogi jednokierunkowej D-3 wraz z tabliczką T-22, oznaczający, że rowery jednośladowe będą poruszały się w kierunku przeciwnym do wskazanego na znaku (po odpowiedniej, prawej stronie jezdni – więc dla samochodu po lewej stronie). Takie oznakowanie pojawiło się do tej pory w wielu miejscach w Krakowie (ulica Kopernika, Grodzka oraz inne) i my chcemy je tylko upowszechnić. Brak będzie jedynie oznaczonego na jezdni pasa rozdzielającego oba kierunki ruchu, bowiem w naszym odczuciu jest on zbędny (co potwierdzają doświadczenia europejskie).

Dla rowerzystów powinno się wprowadzić: obowiązkowe ubezpieczenie OC, kurs oraz egzamin teoretyczny i praktyczny w celu zdobycia czegoś w rodzaju prawa jazdy, badania lekarskie, obowiązkowe przeglądy, rejestrację pojazdu etc. I wtedy niech sobie jeżdżą po ulicach.
Może najpierw wprowadźmy kamery, fotoradary i system automatycznie wypisujący mandaty na każdej ulicy w Krakowie – dopiero wtedy będzie bezpiecznie. Zamiast szukać sposobu na utrudnienie życia drugiej stronie, zastanówmy się może, jak bezpiecznie współistnieć? Im więcej ludzi przesiądzie się na rower, tym mniejsze będą korki i tym łatwiej będzie znaleźć miejsce do parkowania. Kierowcy powinni być wdzięczni rowerzystom za to, że mimo potencjalnej wygody samochodu, decydują się jednak jeździć na rowerze. Przecież zamiast niego mogę sobie kupić starego poloneza czy powypadkowego golfa – korki od tego nie spadną, a i miejsc parkingowych nie przybędzie. Czy tego chcą osoby, domagające się takich rozwiązań? Już bez znaczenia jest fakt, że podobnych przepisów nie ma nigdzie w Europie i wprowadzając je, bylibyśmy pośmiewiskiem całej cywilizowanej części naszego kontynentu. Masa rowerzysty nie różni się też znacząco od masy pieszego (o 15kg), więc z punktu widzenia fizyki, przy zderzeniu rowerzysta nie poczyni większych szkód pojazdowi niż pieszy, który wtargnie na jezdnię. Może zatem wprowadźmy analogiczne przepisy, zezwolenia i ubezpieczenia także dla pieszych?

Rowerzyści utrudniają ruch samochodom. Często sznurek aut jedzie za cyklistą, poruszającym się z prędkością 20 km/h, a ruch na przeciwległym pasie nie pozwala go wyprzedzić.
Dzięki legalizacji jazdy pod prąd, wielu rowerzystów zamiast ulicą, na której są wyprzedzani przez sznurek samochodów, pojedzie spokojną drogą jednokierunkową, na której nikt nie będzie miał problemu z ich wyprzedzeniem. Nasze rozwiązanie pomoże w uniknięciu podobnych sytuacji. Zresztą, to już przecież działa! Rowerzyści jadący z ronda Mogilskiego w kierunku Rynku Głównego wolą spokojny kontrapas na Kopernika, zamiast sznuru samochodów za nimi na ulicy Lubicz. Dlatego to kierowcom powinno zależeć na jak najszybszym wprowadzeniu naszego pomysłu w życie.

Rowerom powinno się zabronić jazdy po ulicach (gdy mają chodniki obok) i zezwolić na jazdę po chodnikach. Rowerzyści powinni być eliminowani z ruchu drogowego na obszary zamknięte – bezwzględnie, nieodwołalnie i z zastosowaniem najsurowszych środków, z więzieniem włącznie.
To trochę paradoks, że świetnie znający PORD kierowcy proponują rozwiązania niezgodne z obowiązującym prawem. Te propozycje przypominają mi ustawy norymberskie albo apartheid i ciężko mi z nimi polemizować. Zastanawiam się, jak to się dzieje, że pozornie tolerancyjna osoba, w momencie gdy wsiądzie do samochodu, zamienia się w komunikacyjnego ksenofoba?
Może czas na jakąś kampanię medialną, uświadamiającą co poniektórym, jaki ciemnogród i uprzedzenia reprezentują? Musimy odpowiedzieć sobie, czy chcemy, by naszym miastom i drogom od strony cywilizacyjnej bliżej było do Brukseli i Kopenhagi, czy może do Moskwy i Ałma Aty? Nowelizowane obecnie w Sejmie przepisy o ruchu drogowym idą na szczęście w kierunku cywilizacji zachodniej. Konflikt silniejszego ze słabszym na polskich drogach jest faktem, a takimi propozycjami próbuje się go rozwiązać poprzez eliminacje słabszego. Niezbyt to chwalebna filozofia w XXI wieku… Gdyby te recepty przetransponować np. na rosnące statystyki gwałtów, to zalecano by kobietom omijanie mężczyzn i siedzenie w domach. Czy takiej cywilizacji chcemy?

Kierowcy płacą podatki na drogi, a rowerzyści nie, więc tylko kierowcy mogą decydować o charakterze dróg publicznych.
Kierowcy samochodów osobowych, nie prowadzący działalności gospodarczej, pokrywają zaledwie kilka procent kosztów utrzymania i budowy nowych dróg. Kierowca tira nie ma kilkakrotnie większych praw od kierowcy samochodu osobowego, mimo że jego samochód pali kilkakrotnie więcej paliwa obłożonego akcyzą, bowiem na paliwo dla tego tira pośrednio zrzucamy się my wszyscy. Te koszty ukryte są później w cenach towarów i usług, jakie codziennie nabywamy. Drogi utrzymywane są przez nas wszystkich (rowerzystów, kierowców, pasażerów komunikacji zbiorowej oraz pieszych), tak więc wszyscy mamy prawo współdecydować o kształcie tych dróg.

 

Wykorzystano ilustrację znaków drogowych: http://pl.wikipedia.org/wiki/Wzory_znak%C3%B3w_i_sygna%C5%82%C3%B3w_drogowych_w_Polsce

Skomentuj

Zdjęcia, grafiki i teksty (CC BY-SA 3.0 PL) Zielone Info 2013, lub zostały wykorzystane za zgodą.