logo Zielonego info
Z ostatniej chwili:

Powrót miejskiej polis

Po latach intensywnych inwestycji infrastrukturalnych w polskich miastach zaczynamy obserwować pączkowanie coraz większej ilości inicjatyw i ruchów walczących o prawo mieszkanek i mieszkańców danego obszaru do decydowania o swojej okolicy częściej niż tylko przy okazji wyborów samorządowych. Jeszcze kilka lat temu rodzące się ruchy miejskie spychane były do jednego pudełka z obstrukcyjnymi działaniami zgodnymi z zasadą: „Byle nie w moim ogródku”. Dziś coraz skuteczniej wymuszają one na lokalnych władzach większą transparentność, podejmowanie ważnych dla lokalnych społeczności tematów i stymulowania dyskusji. Najbardziej charakterystycznym przykładem jest tu stowarzyszenie „My-Poznaniacy”, łączące osoby o różnorodnych światopoglądach, mające jednak podobne spojrzenie na rozwój miasta zgodny z zasadami trwałego, zrównoważonego rozwoju. Powstałe na bazie lokalnych grup protestu wobec działań prezydenta Ryszarda Grobelnego, wystartowało w zeszłorocznych wyborach samorządowych, zdobywając ponad 9% głosów. Niestety, z powodu obowiązującej ordynacji wyborczej i podziału miasta na okręgi nie udało im się – mimo wyraźnego przekroczenia pięcioprocentowego progu wyborczego – zdobyć mandatu w Radzie Miasta.

 

Powyższy przykład wskazuje na systemowe ograniczenia, jakie związane są z udziałem w formalnej polityce. Dla jednych środowisk stają się one uzasadnieniem do rezygnacji z walki wyborczej na rzecz budowy ruchów społecznych wobec konkretnych spraw. Inne – skłaniają do wspierania działań na rzecz poszerzenia pola demokracji miejskiej, np. za pomocą wprowadzenia mechanizmów obywatelskiej inicjatywy uchwałodawczej albo wręcz zmiany ordynacji wyborczej w samorządach na system pojedynczego głosu przechodniego (STV). W dużym skrócie – osoba głosująca numeruje osoby startujące w kilkumandatowym okręgu wedle swoich preferencji. Głosy na osobę, która otrzymała najmniej głosów, przechodzą na kolejnych zaznaczonych wedle preferencji, aż do czasu, gdy wszystkie miejsca w okręgu zostaną rozdysponowane. Ordynacja tego typu obowiązuje w wyborach parlamentarnych w Irlandii, zapewniając reprezentację w ciałach ustawodawczych różnorodnym opiniom i nie wpływając jednocześnie negatywnie na stabilność całego systemu.

 

Na całym świecie realizowane są projekty, które idą jeszcze dalej w demokratyzacji władzy miejskiej. Najbardziej spektakularnym przykładem jest brazylijskie Porto Alegre – miasto zamieszkane przez 1,4 miliona osób, a więc niewiele mniejsze niż Warszawa – które zdecydowało się w latach 1990-2004 na eksperyment przejścia na budżet partycypacyjny. Eksperyment ten został szczegółowo opisany w wydanej przez krakowską Korporację Ha!art książkę Rafała Górskiego „Bez państwa. Demokracja uczestnicząca w działaniu”. Proces decydowania na temat tego, jak powinny wyglądać wydatki samorządu, rozpoczynał się od lokalnych spotkań, w których udział mogły brać wszystkie osoby zamieszkujące w mieście. Wybierały one delegatki i delegatów zajmujących się konkretnymi dzielnicami (16) i zakresami tematycznymi (5), a także osoby, które wraz z radnymi tworzyły Radę Budżetu Partycypacyjnego, będąc związanymi ustaleniami poczynionymi na lokalnych zebraniach. Przygotowano specjalną punktację, umożliwiającą uszeregowanie realizacji potrzeb społecznych w zależności od wielkości dzielnicy oraz stopnia, w jakim daną kwestię uznają za ważną.

 

Rezultaty przyjęcia tego systemu były imponujące – z roku na rok rosła ilość osób uczestniczących w zgromadzeniach (od 976 w 1990 roku do 50 tysięcy w 2004 osób zarejestrowanych – szacuje się, że mniej lub bardziej zaangażowanych w projekt było w latach 2001-2004 nawet 150-200 tysięcy osób), wśród których istotną rolę odgrywały kobiety, zaś w dziedzinach uznanych za priorytetowe, jak chociażby mieszkalnictwo czy brukowanie ulic, osiągnięto imponujący postęp w wielu wskaźnikach jakości życia. Warto przywołać tu takie liczby, jak wzrost dostępu do wody pitnej z 78% w 1989 roku do 99% w roku 1999, dostępu do kanalizacji z 46% w 1989 do 83% w 2000 roku, wzrost ilości szkół publicznych z 29 w 1998 do 92 w 2004 i centrów zdrowia w tym samym okresie z 13 do 164, czy wydatków na mieszkalnictwo o 355% w okresie 1989-2000. Wzrost partycypacji społecznej przyczynił się do tego, że wskaźniki takie jak długość życia, śmiertelność noworodków, alfabetyzacja czy dostęp do wody były lepsze niż brazylijska średnia. Ten interesujący eksperyment społeczno-polityczny został zredukowany nie z powodu jego klapy, lecz objęcia władzy w mieście przez krytyczne wobec tej formy demokracji bezpośredniej partie polityczne. Choć idea budżetu partycypacyjnego w samym Porto Alegre nieco przygasła, to jednak coraz częściej miasta na całym świecie oddają część swojego budżetu na potrzeby zgłoszone przez lokalne społeczności.

 

W polskich miastach pojawia się powoli bardziej poważne traktowanie konsultacji społecznych, nadal jednak możemy spotkać się chociażby ze sztywnym trzymaniem się terminu trzech tygodni na zgłaszanie uwag do planów zagospodarowania przestrzennego czy opasłych, miejskich dokumentów strategicznych, skutecznie zawężającym szansę na rzetelną dyskusję na ten temat. Na antypodach takiego trybu działania – i jako wzór – postawić możemy wiedeńską dzielnicę Neubau. Ten rządzony przez Zielonych fragment stolicy Austrii może pochwalić się szerokim zakresem społecznego zaangażowania w rewitalizację dzielnicy. Szczególnie zapadającym w pamięć przykładem jest przywrócenie świetności jednemu z miejskich parków, w które zaangażowano dzieci z okolicznych szkół. Na organizowanych przez władze dzielnicy spotkaniach osoby w wieku od 7 do 13 roku życia mogła wyrazić swoją opinię na temat tego, co jest im potrzebne w przestrzeni parkowej. Mogły one decydować o tak szczegółowych aspektach rewitalizacji, jak oprzyrządowanie placu zabaw czy kolor okolicznych doniczek – zamiast tradycyjnych różowych dzieci zaproponowały instalację donic w kolorach europejskich flag. Okazało się, że władze lokalne ostatecznie zrealizowały aż 89% postulowanych pomysłów, co pokazuje, że można upodmiotowić nie tylko dorosłych, ale także dzieci.

 

Powyższe przykłady powinny dać do myślenia samorządom w całej Polsce. Włodarze polskich miast zbyt rzadko odwołują się do podobnych narzędzi wzmacniania demokratycznego uczestnictwa lokalnej społeczności, a kiedy już im się to udaje, realizują je w karykaturalnej formie. Przykładem takiego pozorowanego działania jest zwrócenie się przez wspomnianego już prezydenta Poznania z zapytaniem do mieszkanek i mieszkańców miasta na temat tego… jakie miejskie wydatki powinny być cięte w pierwszej kolejności. Wszystko to w sytuacji, w której – już bez społecznej konsultacji – miasto wydaje miliony złotych na modernizację stadionu piłkarskiego. Warto zatem pamiętać o tych bardziej godnych polecenia przykładach tego, jak społeczność miejska potrafi dbać o swoje interesy, wpływać na swoje miejsce zamieszkania i kontrolować wybranych przez siebie przedstawicieli.

 

Więcej na tematy poruszone w artykule:

 

www.my-poznaniacy.org

http://otworzksiazke.pl/ksiazka/bez_panstwa/

 

Bartłomiej Kozek

Skomentuj

Zdjęcia, grafiki i teksty (CC BY-SA 3.0 PL) Zielone Info 2013, lub zostały wykorzystane za zgodą.