logo Zielonego info
Z ostatniej chwili:

Spór bazy z nadbudową

Zakres zainteresowań kontrkulturą Heatha i Pottera niewątpliwie jest szeroki, o czym świadczy objętość zaprezentowanej niedawno polskiemu czytelnikowi i czytelniczce książki. Na jej łamach przeprowadzają oni walną krytykę strategii skupiających się na indywidualnej zmianie życiowej zamiast na wykorzystywaniu narzędzi prawnych i politycznych do przeprowadzenia szerokiej zmiany społecznej. Efektem obrania takiej strategii ma być stan, opisany przez Thomasa Franka w książce „Co z tym Kansas?” – przedstawienie osób o lewicowych poglądach jako oderwanych od życia intelektualistów, pijących latte, jedzących „zdrową żywność” i promujących „obyczajowe nowinki”. Kwestie ekonomiczne przestają odgrywać większe znaczenie w debacie politycznej, a polaryzowanie przez prawicę napięć w kwestiach światopoglądowych oddziela liberalną lewicę od jej dotychczasowej bazy społecznej. Osoby o małych i średnich dochodach mają przez to trafiać do tego samego obozu politycznego, co domagający się jak najmniejszej interwencji państwa, chrześcijańscy libertarianie pod banderą Tea Party.

 

Kanadyjscy autorzy kontynuują opisany przez Franka trop, skupiając się na kwestiach kulturowych, mających stanowić trzon nowolewicowego myślenia kontrkulturowego. Przeczytamy tu o obronie szkolnych mundurków, taśmowo produkowanych domów czy krytykę walki z obrandowaniem. Choć – jak każdy względnie nowy typ myślenia i działania społecznego – zainspirowany New Age’em ruch kontrkulturowy popada w sprzeczności (jak chociażby wtedy, kiedy magazyn zajmujący się tropieniem manipulacji w reklamach – „Adbusters” – wypuszcza własną markę obuwia w konwencji „No Logo”), to jednak skupiając się na szczegółach, autorzy „Buntu na sprzedaż” potrafią wylać dziecko z kąpielą. Tak dzieje się z krytyką Naomi Klein, której dostaje się za to, że ma drogie mieszkanie w przestrzeni pofabrycznej, zarazem krytykując proces deindustrializacji Kanady i innych krajów rozwiniętych. De facto zatem, krytykując skupianie się na jednostkowej zmianie, Heath i Potter sami stosują ten sam tryb krytyki, wrzucając do jednego worka kanadyjską dziennikarkę i leczenie się środkami homeopatycznymi. Zupełnie tak, jakby mieszkanie w lofcie wykluczało empatię wobec chińskich dzieci, szyjących dżinsy na potrzeby amerykańskiego rynku za równowartość kilkunastu amerykańskich centów za godzinę pracy. Barbara Ehrenreich, która na potrzeby eksperymentu, którego efektem była książka „Za grosze. Pracować i (nie) przeżyć” zatrudniała się w nisko płatnych pracach, takich jak sprzątanie czy praca w supermarkecie, miałaby autorom to i owo do powiedzenia w kwestii tego, czy dystans między empatycznymi przedstawicielkami i przedstawicielami elit a osobami znajdującymi się na dole drabiny społecznej jest nie do pokonania.

 

Interpretacja tekstów kulturowych również zdaje się tu szwankować. Jednolite, egalitarne umundurowanie traktują jako formę kreowania wspólnoty i poskramiania nadmiernego indywidualizmu, posiłkując się przykładem amerykańskiego serialu science fiction „Star Trek”. Pokazując przykład utopijnej wspólnoty, skierowanej na realizację wspólnotowych celów, pomijają aspekty wykreowanego w książkach i serialach świata, które mogłyby zburzyć tego typu rozumowanie. Dla przykładu – w rozwiniętym uniwersum „Star Treka” załoga może korzystać z wysokiej klasy symulatora, umożliwiającego im realizację swoich ukrytych pragnień, odgrywanie ról postaci z ulubionych filmów i książek. Umożliwia on zatem rozwój indywidualizmu, jednocześnie nie wpływając negatywnie na możliwość działań wspólnotowych. Jeśli sprzeciw wobec uniformizacji ma doprowadzać do rozpadu społecznego, to dość marna jest wiara autorów „Buntu na sprzedaż” w ludzkie społeczności.

 

W tak szeroko zakrojonej krytyce Heath i Potter częściej zdają się zapominać o przykładach, które mogłyby im nieco zaburzyć głoszone przez nich tezy. Tak jest, gdy narzekają oni na rzekomy brak pozytywnego programu ruchów anty- i alterglobalistycznych, które zaczęły być bardziej widoczne po protestach przeciwko szczytowi WTO w Seattle w 1999 roku. Bardzo lekko traktują zastrzeżenia wobec takich aspektów globalizacji, jak rosnący w skali globalnej wyzysk czy traktowanie porozumień handlowych jako nowej formy kolonializmu, realizowanej tylko wtedy, kiedy państwo bogatsze czerpie z nich korzyści. Praktycznie nieobecne są tutaj takie aspekty jak istnienie i funkcjonowanie politycznych reprezentacji nowych ruchów społecznych, takich jak Zieloni czy obecnie nowe zjawisko w postaci Partii Piratów. Wykorzystują one narzędzia politycznej mobilizacji do walki o wszystko to, czego Heath i Potter oczekują od odnowionej lewicy – wykorzystywania prawa do przesunięć w obrębie modelu kapitalistycznego, służących sprawiedliwości społecznej, poprawie stanu środowiska czy też zabezpieczeniu praw obywatelskich, np. prawa do prywatności. Także organizacje społeczne, takie jak Greenpeace, chętnie korzystają z narzędzi takich jak manifestacje czy inicjatywy ustawodawcze do tego, by zmieniać świat. Ich siła wynika również z politycznego zaangażowania osób, które decydują się na egzystencjalne wyjazdy do Indii czy kupują kawę Fair Trade, które to zjawiska autorzy „Buntu na sprzedaż” traktują z wyraźnym dystansem.

 

Po lekturze „Buntu na sprzedaż” można by odnieść wrażenie, że największym zagrożeniem dla świata są dziś „dzieci-kwiaty”, zapominające o więziach społecznych i o robotniczej doli. Nic to, że kwestia praw pracowniczych była jednym z kamieni węgielnych ruchów Zielonych czy też organizacji zajmujących się krytyką aktualnego modelu globalizacji. Nic to, że formacje polityczne wychodzące z wizji kulturowych skrytykowanych w książce radzą sobie dziś najczęściej lepiej w politycznych zmaganiach niż zainspirowane „trzecią drogą” partie socjaldemokratyczne, zarówno w pozyskiwaniu głosów rozczarowanego elektoratu lewicowego, jak i w pozyskiwaniu ludzi do tej pory niedostępnych dla partii socjaldemokratycznych, np. umiarkowanie konserwatywnego elektoratu w Badenii-Wirtembergii. Lekceważenie dla tak konstruowanych wspólnot – tylko dlatego, że są one bardziej elastyczne niż dawne partie masowe czy związki zawodowe – sprawia, że autorzy izolują się zarówno od pozostałości dawniej znacznie bardziej prężnej klasy robotniczej na obszarze Globalnej Północy, jak i od dobrze wyedukowanych społeczności wielkomiejskich, którym wypominają to, że wolą jeść kiełki niż wyrażać zachwyt nad wartościami odżywczymi hamburgerów. Wielka szkoda, że krytyczny i refleksyjny potencjał, jaki miała ta książka, został przez autorów wykorzystany do „starolewicowej” moralistyki.

 

Joseph Heath, Andrew Potter, Bunt na sprzedaż. Dlaczego kultury nie da się zagłuszyć, Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza S.A., seria Spectrum, 452 s., 39,99 zł

 

Bartłomiej Kozek

Skomentuj

Zdjęcia, grafiki i teksty (CC BY-SA 3.0 PL) Zielone Info 2013, lub zostały wykorzystane za zgodą.