logo Zielonego info
Z ostatniej chwili:

Równe szanse na wsi

Kilka słów wstępu

 

Pochodzę z rodziny, gdzie patriarchat jest silnie zakorzeniony. Niestety lub „stety”, jako czarna owca przeszłam na ciemną stronę mocy i jestem feministką. Ostatnio mocno i na wszystkich frontach staramy się przeforsowywać równość kobiet i mężczyzn. Jadąc z tą świadomością na wieś, wskoczyłam w wir V Śląskiej Manify w 2010 roku. Jej hasła odnosiły się do równości kobiet i mężczyzn w polityce, do parytetów. Krzyczałyśmy głośno, zgodnie i z przekonaniem. Po czym wracałam do codzienności i okazywało się, że rodziny próbują zrobić z młodych matek gosposie i służące całych pokoleń. 

W rzeczywistości kobiety na wsiach trzeba najpierw poinformować, jakie mają w ogóle prawa jako istoty żywe, jako ludzie. Dlaczego? To proste. Polska wieś jest daleko, daleko w tyle za miastami. Oczywiście oburzą się teraz te rodziny, które uważają, że u nich jest wszystko w najlepszym porządku. Uspokajam – zawsze są wyjątki, tak samo jak w miastach uznających się za bardzo postępowe znajdziemy rodziny gnijące w takim szambie, jak gwałty małżeńskie, skrajna przemoc etc. 


Czy to XXI wiek?

 

Niepokój pojawił się już podczas V Śląskiej Manify, 8 marca 2010 roku w Katowicach. Usłyszałam kilka zdań ze strony męskiej rzeszy przemierzającej miasto. Coś w stylu: „Baby do garów! Zgłupiały! W d***ch im się poprzewracało!”; padały pod naszym adresem wyzwiska i obraźliwe gesty. Zaczęłam się głęboko zastanawiać, który wiek mamy. Kojarzyło mi się to raczej z reakcjami na marsze sufrażystek z XIX wieku niż z naszym europejskim krajem. Zaczęłam temat drążyć, pytałam, słuchałam opowieści. Kobiety powoli poznając mnie – obcą na ich terenie – zaczęły się otwierać i wyrzucać z siebie wstydliwe tematy. Głównie działo się to na wsi. 

Pierwsza była Małgosia, trzynastolatka, którą spotkałam w poczekalni ginekologicznej. Była w 8 miesiącu ciąży. Przyszła z ojcem. On wściekły, ona obojętna. Okazało się, że nigdy nawet się nie zabezpieczała, a do ginekologa trafiła dopiero będąc w ciąży. Myślałam sobie wtedy: „No trudno, w moim rodzinnym mieście też się takie ciąże zdarzały”. Jednak okazało się, że w okolicy jest takich dziewcząt całkiem spora grupa. Dlaczego zaszły w ciążę? Ich wiedza o antykoncepcji graniczyła z zerem, a zainteresowania rodziców skupiały się wokół pracy, opieki społecznej i alkoholu. Byłam jednak pełna przekonania i wiary, że te dziewczęta, widząc, co się dzieje w ich domach, zapewnią swoim dzieciom inną przyszłość. Niestety, niejednokrotnie widziałam je pijane, wręcz oszołomione… Wracające do domu z imprezy. I to nie była po prostu impreza z rówieśnikami. Dziewczyna, prowadzona przez bardzo dojrzałego, równie pijanego mężczyznę, wyglądała, jakby nie spała od kilku dni, była wykończona, a on jej ubliżał od najgorszych. Czy taka dziewczyna, wychowująca się w takim otoczeniu, będzie się szanowała i wymagała równych praw? Nie sądzę. Ale ktoś powie, że to przecież skrajność. Tak więc pójdźmy w inne rejony. 

Dziewczęta na wsiach wychowywane są po to, aby nie były w przyszłości polityczkami, dyrektorkami etc. One są wychowywane dla przyszłego męża, aby gotowały, prasowały, rodziły dzieci, wychowywały i czerpały ogromną radość i dumę z tego, że w salonie siedzi przed komputerem i telewizorem mężczyzna z piwem w dłoni, wołając: „Podaj obiad!”. Kobieta jest użyteczna tylko wtedy, jeśli jest dobrą gospodynią. Jeśli ma ambicje na karierę zawodową, to oczywiście niech pracuje, byleby nie wpływało to na jej obowiązki domowe. Jeśli wpływa, zaczyna się przemoc psychiczna i/ lub fizyczna. Kobiety się nie skarżą, bo słyszą od matek, babć, sąsiadek: „Szanuj go. Po rękach całuj, że pracuje i pieniądze przynosi”. Jeśli się poskarżą, to słyszą: „A bije Cię? Jak nie bije, to go szanuj”. A ja pytam: gdzie szacunek dla kobiet? Dlaczego kobiety nie trzeba szanować za zajmowanie się domem, wychowanie dzieci, a może i karierę zawodową? Dlaczego nie szanuje się jej za człowieczeństwo? 

Chcemy mówić o równości kobiet i mężczyzn, chcemy, aby kobiety odchodziły od swych mężów – oprawców, aby żyły z godnością i szacunkiem do siebie samych. Ale o czym my mówimy, skoro kobiety na obszarach wiejskich nie znają nawet swoich podstawowych praw, które mają od urodzenia? Pozwalają, aby były upokarzane, maltretowane, w imię prawa cywilnego i boskiego, gdzie kobieta ma być lojalna i wierna, w imię lokalnego powiedzenia , że brudy pierze się w domu. 

Przykładem, który wstrząsnął mną najbardziej, okazuje się przypadek – nieodosobniony –  kobiety po porodzie, która wróciła na kontrolę do ginekologa z najzwyczajniej w świecie rozerwanymi szwami w miejscu nacięcia krocza. Lekarz pyta, co się stało. Okazuje się, że kobieta spokojnie odpowiada, że mąż chciał się z nią kochać, a ona przecież jest żoną, więc nie ma prawa odmówić. Dla niej to rzecz normalna. Dla mnie – tragedia i coś nie do wyobrażenia. 

Nie najlepiej jest również, jeśli chodzi o świadomość, czym jest przemoc psychiczna. Kobiety nie mówią o przemocy psychicznej. Mężczyzna ma prawo nimi słownie poniewierać za to, że obiad nie jest doprawiony jak trzeba, czy za to, że nie miały czasu uprzątnąć domu, ponieważ zajmowały się chorym dzieckiem. Dopóki mąż nie bije kobiety, wszystko jest cudowne. Kobieta nie odejdzie od mężczyzny, nawet gdy jest maltretowana fizycznie. Dlaczego? Ponieważ cała najbliższa rodzina i społeczność powie jej, że dla niej to wstyd (nie dla niego), że On przecież pracuje na całą rodzinę, więc ma prawo robić z nią co chce. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela…

 

Co dalej…?

 

Chciałoby się zaapelować do wszystkich organizacji pozarządowych, aby rozpoczęły na terenach wiejskich, i to nie tylko w województwie śląskim, pracę u podstaw. Nie ma tutaj miejsca na wielkie unijne projekty wprowadzające takie kobiety w tematykę równych szans. Ich czas dopiero nadejdzie. Im potrzeba informacji o ich podstawowych prawach. Prawach człowieka: Wszyscy ludzie rodzą się wolni i równi pod względem swej godności i swych praw. Są oni obdarzeni rozumem i sumieniem oraz powinni postępować w stosunku do siebie wzajemnie w duchu braterstwa. 

Natomiast patrząc z boku na to, co robią urzędy oraz część organizacji pozarządowych w Polsce, można powiedzieć, że zamiatają problem pod dywan tak głęboko, jak się tylko da. Ośrodki pomocy społecznej skrzętnie wydzielają co miesiąc pieniądze na „jedzenie”, czy raczej zupę chmielową lub mocniejsze trunki. Nikt nie zwraca uwagi na pijanych, zataczających się, robiących awantury; policja przejeżdża, nie wtrącając się w sprawy domowe. A mieszkańcy? Jeden drugiego kryje, bo jeden do drugiego podobny, a kobiety znoszą wstyd za całą rodzinę alkoholików lub same popadają w uzależnienie. Do nich nie docierają informacje o bezpłatnych poradach prawnych, nie docierają informacje o możliwościach wsparcia czy możliwościach wybrnięcia z takiego rynsztoka. 

Organizacje pozarządowe walczące o granty z funduszy europejskich wciąż wpisują niezmiennie, że projekty spełniają standard minimum, czyli promują równość kobiet i mężczyzn. Później jednak następuje wielkie rozczarowanie osób przychodzących na konferencje, na których  słuchamy wciąż o „równości kobiet i mężczyzn” prawie w każdym zdaniu, nawet tam, gdzie niekoniecznie jest to wymagane czy możliwe. Dużo mówi się o tym, jak otrzymać fundusze na projekty, natomiast w życiu ludzi, którzy potrzebują informacji i pomocy, niewiele się zmienia. 

 

Co można zrobić?

 

Wyjść do kobiet z obszarów wiejskich z programem, który w delikatny sposób wyjaśniłby im, jakie mają prawa i jakie możliwości lepszego życia. Przekonać, że nie pozostają same w swoim nieszczęściu, lecz mają wsparcie konieczne do rozpoczęcia samodzielnej drogi. Nie na samym przekonywaniu musiałoby się to zakończyć, lecz na urzeczywistnieniu takich mechanizmów, aby kobiety poczuły się bezpiecznie, aby poczuły, że mają prawo do szacunku, którego tak długo im odmawiano. Wtedy dopiero, gdy poczują się silne, samowystarczalne, możemy wykrzyczeć wraz z nimi hasła o równych szansach w polityce, biznesie i innych dziedzinach życia. Zacznijmy jednak od postaw.

 

 

Skomentuj

Zdjęcia, grafiki i teksty (CC BY-SA 3.0 PL) Zielone Info 2013, lub zostały wykorzystane za zgodą.