Ekonomię feministyczną w głównym nurcie w Polsce traktuje się nadal dosyć marginalnie, lekceważąc nawet palące, obrazowe kwestie, jak chociażby wpływ dostępności opieki żłobkowej i przedszkolnej czy też podziału obowiązków domowych między mężczyznami a kobietami na szanse tych drugich na rynku pracy. Tymczasem to od poziomu bezpieczeństwa socjalnego oraz stopnia zatrudnienia zależą takie istotne kwestie, jak choćby możliwość zachowania równowagi finansowej w obrębie systemu ubezpieczeń społecznych. Przez lata po II wojnie światowej rozwinięte państwa bloku kapitalistycznego gwarantowały swoim obywatelkom i obywatelom rozbudowane systemy świadczeń społecznych, które w okresie ofensywy myśli neoliberalnej w latach 80. XX wieku zaczęły się kurczyć. Rezygnacja państwa z finansowania usług publicznych (widoczna także w przechodzących ekonomiczną transformację po 1989 roku krajach Europy Środkowej i Wschodniej) przerzucała koszty opieki z powrotem na gospodarstwa domowe. Zbiegło się to w czasie z ofensywą konserwatywnego światopoglądu, występującego nie tylko przeciwko aborcji czy homoseksualizmowi, ale także przeciw szerszej obecności kobiet w życiu publicznym. Zalety skupienia się na „tradycyjnych rolach kobiecych” i rezygnacji z obecności na rynku pracy po dziś dzień promowane są przez prawicowe polityczki – od Margaret Thatcher po Sarah Palin. Towarzyszy im głębokie, ideologiczne przekonanie, że osoby będące w tarapatach finansowych są same sobie winne i nie należy im się z tego powodu pomoc, lecz wręcz przeciwnie – powinny tracić prawo do dotychczas otrzymywanej pomocy publicznej i polegać na – najczęściej kościelnej – filantropii.

 

W tym miejscu jako alternatywę dla takiego stanu rzeczy należy zaprezentować koncepcję ekonomii opieki, w Polsce popularyzowaną przez Think Tank Feministyczny, prowadzony przez Ewę Charkiewicz. Wychodząc z założenia, że prawa socjalne są prawami człowieka, w swych badaniach i analizach, a także za pośrednictwem tłumaczonych z innych języków artykułów i manifestów, uzasadnia ona, dlaczego koszty reprodukcji społecznej, takie jak opieka nad dziećmi czy osobami starszymi, powinny być dzielone między państwo a obywatelki i obywateli. Najbardziej obrazowym przedstawieniem tego argumentu jest sportretowanie przez Hazel Henderson (przybliżone na stronach FemTanku w „Feministycznym słowniku pojęć z ekonomii”) gospodarki jako tortu, w którym każda warstwa i jej funkcjonowanie jest ściśle uzależnione od pozostałych. Samą jego podstawą jest w tej koncepcji środowisko, a zaraz nad nim – ekonomia współpracy społecznej, opierająca się na altruizmie i miłości, w skład której wchodzi m.in. wolontariat czy praca domowa. Te dwie warstwy tworzą dolną część tortu, która nie jest uwzględniany w rachunkach ekonomicznych, wzroście produktu krajowego brutto etc. To właśnie dlatego bywa lekceważona, a nawet zapominana. Nasz obraz ekonomii i jej funkcjonowania jest dziś przytłoczony przez to, co pierwotnie było jedynie lukrem tego tortu, a mianowicie przez sektor finansowy. Jego obserwowany w ostatnich latach, w dużej mierze niekontrolowany wzrost przykrył do tej pory najbardziej widzialne warstwy, takie jak sektor publiczny czy też prywatne przedsiębiorstwa. Nic dziwnego, że w powszechnym odczuciu z gospodarką kojarzą się dziś bardziej giełdy niż przedszkola, choć obie te instytucje są dla funkcjonowania gospodarki rynkowej istotne.

 

Efekty lekceważenia ekonomii opieki są dziś w Polsce widoczne gołym okiem. Transformacja ustrojowa doprowadziła do likwidacji tysięcy placówek opieki przedszkolnej, a także zamknięcia tysięcy kilometrów połączeń kolejowych, głównie do mniejszych, bardziej oddalonych od aglomeracji ośrodków. Uwiąd usług publicznych, symbolizowany przez jeden z najniższych w Europie udział wydatków na ochronę zdrowia w PKB prowadzi do wielu rodzajów wykluczeń, często zazębiających się. Wykluczone są kobiety, które zmuszone są do wyboru między urodzeniem dziecka i obniżeniem poziomu życia a odwlekaniem decyzji prokreacyjnych na później. Polityka społeczna w Polsce nie pomaga w poprawie sytuacji materialnej osób o niskich i średnich dochodach. Niedawna obniżka stawek podatku PIT z 19, 30 i 40% do 18 i 32% przyniosła korzyści głównie osobom najzamożniejszym, natomiast wynikłe z tego tytułu braki w budżetach samorządów zostały w wielu wypadkach załatane podwyżkami cen usług komunalnych, takich jak transport publiczny albo opłaty przedszkolne. Od lat nie były waloryzowane progi dochodowe, uprawniające do otrzymywania – i tak niewielkich – zasiłków socjalnych. Tworzy to zaklęty krąg, utrudniający gospodarstwom domowym o małych i średnich dochodach tworzenie partnerskich relacji między kobietami a mężczyznami (brak miejsc pracy i infrastruktury opiekuńczej często wymusza model „jedynego żywiciela rodziny”, którym najczęściej staje się mężczyzna), poprawę sytuacji materialnej czy wyjście z kłopotów finansowych. Przyczynia się on także do niższej aktywności zawodowej kobiet i wyższego bezrobocia w tej grupie, pomimo faktu, że to kobiety są wykształcone lepiej od mężczyzn.

 

Przykłady tego, jak neoliberalne myślenie o gospodarce podcina gałęzie, które gwarantują jej funkcjonowanie, znajdziemy w wydanej przez Think Tank Feministyczny książce „Gender i ekonomia opieki”. Znajdziemy w niej m.in. teksty Ewy Charkiewicz i Julii Kubisy, przybliżające sytuację polskich pielęgniarek. Z jednej strony decydują się one na wyjazdy do krajów takich jak Dania czy Norwegia, w których ich zarobki są kilkakrotnie wyższe niż w Polsce. Dla godnego życia uczą się języka i doszkalają się, często zabierając ze sobą całe rodziny. Te, które nie miały tyle szczęścia, wyjeżdżają opiekować się prywatnie np. osobami starszymi we Włoszech, wykonując pracę poniżej ich faktycznych kwalifikacji. Przyczynia się to do drenażu opieki z kraju i do niedoboru pielęgniarek, mających dosyć niskich płac i kolejnych faz uelastyczniania ich trybu pracy. Kryzys ekonomii opieki jest jednak zjawiskiem dotyczącym nie tylko Polski; w wielu krajach wiąże się z intensywnymi sporami politycznymi. Tak było z mobilizacją przeciwko wprowadzonym w Chile jeszcze za czasów rządów wojskowych reform zdrowotnych, które urynkowiły tę dziedzinę życia, co przyczyniło się do pogorszenia dostępności ochrony zdrowia. Autorka tekstu, Christine Ewig, przybliża jej skutki, takie jak wykupowanie – ze względów finansowych – ubezpieczeń zdrowotnych, nie obejmujących… porodu. Wszystko to dzięki zapisom, umożliwiającym kształtowanie wysokości ubezpieczenia zdrowotnego ze względu na różnego rodzaju „czynniki ryzyka”, w tym wiek i płeć, co doprowadziło do tego, że kobiety płaciły za opiekę zdrowotną więcej niż mężczyźni w tym samym wieku. Ubezpieczenie nieobejmujące porodu miało obniżyć koszty, de facto jednak oznaczało ich zwiększenie, jeśli kobieta ubezpieczona w tej formie zaszła w ciążę i urodziła.

 

Powyższy przykład wydaje się skrajny (dzięki mobilizacji społecznej na początku XXI wieku doszło do ponownej reformy systemu zdrowotnego w Chile, poprawiającej nieco dostęp do opieki okołoporodowej), pokazuje jednak, do czego prowadzić może urynkawianie tak delikatnych sektorów życia społecznego, jak ochrona zdrowia. Zdaniem ekonomistek feministycznych, bez dbania o jakość podstawowych relacji społecznych oraz ich wzmacniania nie ma mowy o stabilnym funkcjonowaniu gospodarki. Jeśli rynek ma funkcjonować, nie może on pożerać podstaw swojego istnienia. Stając po stronie kobiet, ekonomia opieki przypomina także o środowisku, bez którego społeczeństwo również nie może funkcjonować. W świecie szalejącego kryzysu gospodarczego warto wziąć sobie te uwagi do serca.

 

Więcej na temat ekonomii opieki (i szerzej – ekonomii feministycznej) znajdziesz w internetowej bibliotece Think Tanku Feministycznego:

 

http://www.ekologiasztuka.pl/think.tank.feministyczny

 

Bartłomiej Kozek

Informacje