Mięso na polskie stoły trafia głównie z rolniczej hodowli. Innym sposobem jego pozyskiwania jest myślistwo, a mięso w ten sposób zdobyte nazywane jest dziczyzną. Zadanie myślistwa określa się jako regulację liczebności populacji pewnych gatunków celem zapewnienia równowagi w ekosystemie. W świetle powyższej definicji pozyskane mięso jest tylko skutkiem pobocznym, podobnie jak i rekreacyjno-rozrywkowy charakter polowań.

Dziczyzna w dobie hodowli przemysłowej jest uznawana za mięso zdrowsze od swojego odpowiednika z farm ze względu na brak dodatków chemicznych stosowanych przez rolników oraz brak szkodliwych substancji kumulujących się w mięsie na skutek stresu wywoływanego przez hodowlę i ubój. Pozyskiwanie mięsa na polowaniach bywa zaś w porównaniu z hodowlą przemysłową określane jako bardziej etyczne z tego względu, że leśne zwierzęta żyją w swoich naturalnych warunkach. Poniżej postaram się wykazać, że zarówno ekologiczny, jak i etyczny charakter polowań jest wizerunkiem stworzonym na potrzeby ukrycia faktu czerpania przyjemności z rytuału zabijania, jaki odbywa się na polowaniach. Punktem wyjścia dla dalszych rozważań jest założenie, że zabijanie zwierząt dla mięsa jest niezgodne z etyką, która zakłada rozszerzenie naszego poczucia empatii na gatunki inne niż homo sapiens. Poniższa analiza dotyczyć będzie porównania łowiectwa i hodowli jako dwóch dróg postępowania, które tych założeń etycznych nie realizują. Myślistwo to świadomy wybór drapieżnego stylu życia. Od bezrefleksyjnej, tradycyjnej rutyny zakupów w sklepach mięsnych różni się tym, że decyzja o uśmierceniu zwierzęcia jest personalna i przemyślana. Jeśli oceniać moralnie przyczyny postępowania, więcej argumentów na swoje usprawiedliwienie mają pospolici konsumenci mięsa, gdyż mogą powoływać się na swoją nieświadomość powodowania cierpienia i przyzwolenie społeczne. Jeśli oceniać skutki postępowania, gorzej wypadają „wózkowi drapieżnicy”, bo to oni przyczyniają się do hodowli masowej i złych warunków życia zwierząt. Myśliwych można ocenić jako uprzywilejowanych w społeczeństwie drapieżników, którzy mają możliwość działać w terenie niedostępnym dla innych i pozyskiwać mięso lepszej jakości. Nigdy nie będzie to jednak alternatywa dla dzisiejszej konsumpcji mięsa z hodowli przemysłowej, ponieważ nie jest możliwe, by każdy dzisiejszy konsument mięsa pozyskiwał je na polowaniu. W związku z tym myślistwa nie możemy traktować jako pomysłu na zmniejszenie hodowli przemysłowej, tylko jako utrwalanie nieetycznego stosunku człowieka do zwierzęcia. Myśliwy pozbawiony możliwości polowania z miejsca stałby się zwyczajnym konsumentem produktu z hodowli masowej, a nie wegetarianinem, co świadczy o tym, iż jego troska o zwierzę jest tylko zasłoną dymną, ewentualnie teorią, która ma usprawiedliwiać w sumieniu myśliwego i w oczach społeczeństwa fakt zabójstwa. Lepsze warunki życia zwierząt zabijanych przez myśliwych niż zwierząt hodowlanych to nie efekt istnienia łowiectwa. Bez myśliwych zwierzęta żyjące w lasach nadal mają znośniejszy byt niż trzoda i drób. Nie można myśliwym przypisywać pozytywnego faktu wolności zwierząt leśnych. To założenie powstaje, gdy stawiamy obok siebie łowiectwo i hodowlę. Myśliwi nie dają wolności, natomiast hodowcy przyczyniają się do niewoli zwierząt. Wolność zwierząt w lasach to stan właściwy przyrodzie. To prowadzi nas do konkluzji, że fakt, iż ktoś ma przyjemniejsze życie, nie znaczy, że zasługuje bardziej na śmierć niż ktoś, kto ma życie mniej przyjemne. Życie, które trwa, to warunek wstępny, by istota żyjąca mogła dążyć do realizacji swoich interesów. Myśliwska troska o przyrodę to również mit, stworzony na potrzebę akceptacji krwawej działalności. Zazwyczaj działanie myśliwych opiera się na zasadzie zabijania jednego gatunku w trosce o drugi. Można to porównać do sytuacji, w której mocarstwo wkracza swoimi wojskami do innego państwa ogarniętego wojną domową i broni słabszej strony tylko po to, by ostatecznie realizować własne interesy. Zabija się drapieżniki, by ,,pomóc” zwierzętom niższych poziomów troficznych. Gdy nie ma naturalnego drapieżnika, zastępuje się jego miejsce, bo oto nagle okazuje się, że jednak ,,niższego poziomu troficznego” jest za dużo. Gdy liczebność ofiar niepokojąco spada, rusza akcja dokarmiania w celu odtworzenia populacji. Zawsze cel jest jeden: możliwość zabijania. Nigdy celem nie jest dawanie życia. To skutek uboczny. Tak zwane „dbanie o przyrodę” w wykonaniu myśliwych to po prostu wysiłek podejmowany, by móc następnie oddać się pasji zabijania. Przyroda nie potrzebuje człowieka jako drapieżnika. Liczebność populacji reguluje pojemność ekologiczna środowiska, dostępność pokarmu, dostępność schronienia, konkurencja i naturalni wrogowie. Gdy zaś dochodzi do szkód wyrządzonych przez zwierzęta w gospodarstwach rolnych, zawsze można podjąć inne działania niż zabijanie sprawcy szkód – chociażby odpowiednie zabezpieczenie. Nic trudnego, pod warunkiem, że nie liczy się na odszkodowania za straty. Nikt nie celuje z karabinu do sarny z miłości do niej. Nie zabija się saren, by bronić leśnej flory. Nie bronią też myśliwi saren przed męczeńską śmiercią z głodu, gdyż ani nie są w stanie przewidzieć, czy zwierzę faktycznie zagrożone jest taką śmiercią, ani nie jest to najlepsze rozwiązanie, gdy ma się do dyspozycji dokarmianie. Głód w przyrodzie to powszechne zjawisko, które może pojawić się niespodziewanie i równie zaskakująco zniknąć, co widać na prawie każdym filmie przyrodniczym. Żeby zostać myśliwym, trzeba po prostu lubić zabijać. Niemożliwa jest sytuacja, w której zabijanie budzi wstręt – a mimo to zostaje się myśliwym „dla dobra przyrody”. Jeszcze jeden argument koronny w obronie myślistwa to twierdzenie, że skoro człowiek jest częścią przyrody, w której obecne są drapieżniki, to on też ma prawo nim być. Najkrócej można odeprzeć ten argument apelując, by nie porzucać obowiązków naszego gatunku wynikających z najbardziej rozwiniętej moralności na rzecz upodobnienia się do gatunków, które są takiej moralności pozbawione. Myślistwo pod kątem logiki ekologicznej jest nie do obronienia. Z moralnego punktu widzenia myślistwo wypada również źle, gdyż wydaje się być etyką ,,udawaną”. Po pierwsze nie uwzględnia ona wartości życia. Po drugie, jeśli wierzyć, że myśliwym zależy na warunkach życia zwierząt, to należy zaznaczyć, iż ten sposób pozyskiwania mięsa jest wysoko uprzywilejowany i dostępny tylko wąskiej grupie ludzi, więc myśliwi musieliby zgodzić się, że z punktu widzenia moralności, wszyscy poza nimi powinni być wegetarianami. Łowiecki światopogląd takiego założenia w ogóle nie rozpatruje.

Informacje