Obserwuję ostatnio gorącą dyskusję sejmowo-medialną o przedłużeniu wieku emerytalnego do 67 lat –  i nie wierzę. Tak samo jak nie wierzę, kiedy patrzę przez okno i z komina typowego „kwadraciaka” unosi się czarno-brunatny  dym  trujący środowisko.
Dzisiejszy człowiek  coraz częściej nie zastanawia się nad skutkami swoich czynów  lub – w co nie chcę wierzyć- nic go to nie obchodzi (wg stwierdzenia  „Jeśli jodło jest w chałupie to my momy wszystkich w d…”).  Odwieczne zagadnienia egzystencjalizmu – trwoga i troska, nie straciły nic na aktualności. Nadal trwożymy się (o siebie rzecz jasna) dużo częściej niż troszczymy (o innych).  Nikt nie zadaje sobie podstawowego pytania czy można zmuszać ludzi do pracy wbrew ich woli, tak samo jak nikt nie pyta czy można bezkarnie zanieczyszczać środowisko naturalne. Takich absurdów jest wokół nas  wiele.


Tymczasem Państwo po raz kolejny, stawia nas  (w równym rzędzie, na baczność, cicho-sza) w obliczu ważkich pytań o przyszłość. Sprawa jest niebagatelna –  ważą się losy emerytur. Dodajmy – naszych emerytur. Rząd przesądzając o życiu obywateli, ich dalszym działaniu i życiowych alternatywach, stawia pytania  i sam udziela odpowiedzi. My mamy tylko stać i słuchać.

Czy jednak to nie my powinniśmy zadecydować? Mając 55 lat i minimum 25-letni staż pracy, sami powinniśmy podejmować decyzję czy chcemy nadal pracować. Czy odpuszczamy czy wciąż  odkładamy na przyszłość. Czy nie lepiej i bezpieczniej czulibyśmy się gdyby system gwarantował nam, że w razie zdarzeń losowych zebrany kapitał przechodzi w posiadanie bliskich nam osób? To zdaje się uczciwe postawienie sprawy – jasne wytyczenie reguł gry.

W obecnej sytuacji rynkowej – jedyną stroną zyskującą są ubezpieczyciele.
Państwo promując taką politykę – w brutalny i chytry sposób wrzuca swoich obywateli w ręce spekulantów. Samo nasuwa się pytanie -czy taka sytuacja była zamierzona? Niestety, wierzę że tak, bo  Rząd musiał wiedzieć jaka będzie sytuacja na rynku kiedy system zostanie wdrożony. W zaistniałej sytuacji chyba nikogo nie dziwi , że ludzie muszą i będą uciekać z ZUS -u – wszyscy przedstawiciele wolnych zawodów, mali przedsiębiorcy, a ich składki to przecież  miliardy oszczędności.

Tymczasem można inaczej gospodarować zgromadzonymi środkami.
Dlaczego nasze oszczędności nie mogą pozostawać  w ZUS-ie i być inwestowane np. w budowę mieszkań, których tak brakuje? ZUS mógłby czerpać z czynszów dywidendy – ludzie mieliby mieszkania. To inna propozycja niż system Tuska, ale zdaje się bardziej odpowiadać oczekiwaniom społecznym. Jest bardziej prosta i przejrzysta.
Jednak , aby coś zmienić potrzebna jest dyskusja społeczna – szansa  dla alternatywnych, kreatywnych sposobów wyjścia z sytuacji – na miarę XXI wieku.

Czym jednak – w 2012 roku – jest dla nas praca? jak ją zdefiniować?
Otóż praca -jeżeli wierzymy, że człowiek ma być wolny- musi być wolnym wyborem i działaniem aktywnym. Czynić człowieka kreatorem. Życie musi mieć sens jeżeli mamy się odróżniać od maszyn, a nie być tylko behawiorystycznym elementem przyrody.
Te wszystkie dyskusje, toczące się „na górze” nie uwzględniają w żadnym stopniu ludzkiej wolnej woli. To raczej brak wyobraźni, brak wiedzy o potrzebach ludzi i wreszcie  brak pojęcia co do tego jak rozwija się społeczeństwo dziś i  jak będziemy rozwijać się kilka pokolenie w przód.
Jeżeli człowiek ma spędzić życie twórczo nie może być zmuszany do określonych zachowań.  Przymus to  przymus, a osładzanie go domniemanymi korzyściami jest zwykła blagą. Czemu nikt nie rozgranicza ciężkiej fizycznej pracy  w supermarkecie od pracy pracownika mundurowego? Czy doświadczenie i staż pracy zawsze ma takie samo znaczenie?

Ostatnio w Katowicach, jak i na całym Górnym Śląsku  zamyka się szkoły zawodowe, bo brak rzekomo środków – te same miasta  wydają jednak lekką ręką miliony na imprezy gdzie „piwo jest królem nocy”.
Czas najwyższy by nasze elity rządzące zrozumiały, że są  koszty społeczne  których nie można liczyć w proporcji zysk, vat, strata. Ile kosztują nas państwowe żłobki, komunikacja miejska, szpitale? To często stawiane pytania. Czemu nikt nie pyta ile kosztuje utrzymanie wojewody w każdym województwie , marszałka, prezydenta miasta i innych pokrewnych urzędów?
W samej tylko Europie konsulaty, ambasady kosztują dziesiątki milionów. MON co roku pochłania 29 miliardów, gdy na kulturę przeznacza się znikomą część państwowego budżetu. To przerażający brak proporcji.
Czy więc zmuszanie do pracy  i wymuszanie pracy jako daniny dla Państwa jest dla współczesnego człowieka w Europie do przyjęcia?
Bo czego najczęściej się od nas oczekuje  jeśli  nie produkowania coraz większej ilości niepotrzebnych gadżetów i tworzenia coraz to nowych kuriozalnych instytucji. Pustej konsumpcji, prowadzącej do uczucia głodu którego nic nie zaspokoi.
Czy życie człowieka jest tego warte?
Współczesna Europa powinna być przykładem (co jest też w zielonej polityce zawarte) jak iść drogą jakości, a nie ilości. Zostawmy tę szaleńczą pogoń dla krajów, które jeszcze nie zostały „wypromowane” – myślę przede wszystkim o Afryce i Ameryce Południowej.
Europa i Ameryka Północna powinny zmniejszać swoje moce produkcyjne w ramach zrównoważonego rozwoju.
A jak powinno to wyglądać w realiach polskich i jakie branże powinny się rozwijać? Gdzie szukać  rozwiązań i ograniczeń budżetowych?
Przede wszystkim zmniejszając dotacje dla resortów siłowych. Potrzebna jest skromność, naturalność i obiektywność. Jeżeli ktoś chce utrzymywać te względnie niepotrzebne nadbudówki XIX wieku – powinien tworzyć specjalne ku temu przeznaczone formy.
Jeżeli ktoś nie chce nie powinien uczestniczyć w tej gorączce i nie możne być do tego zmuszany.
Rozwój, kultura, edukacja, turystyka, agroturystyka – to tylko niektóre branże zrównoważonego rozwoju, które mają wpływ na samo kształt i szczęście człowieka.
Zmuszanie obywateli do bylejakości pracy i życia nie jest rozwiązaniem.

Otóż uważam, że wystarczy przykładowo: 25 lat pracy zawodowej, gdzie obywatel płaci  ZUS-owskie  składki i w wieku 55 lat decyduje co chce dalej robić. Ma na końcu kwotę „x” i sam decyduje czy  pracuję dalej, zmieniam zawód, podróżuję. Odpoczywa czy jest aktywny.
Jeżeli pracuję dalej, to z wyboru, wtedy odkłada więcej.
Można i należy zrobić odpowiedni algorytm, który to dokładnie wyliczy.
Korzyści oprócz  etycznych jest wiele. Rynek pracy staje się wolny, mogą go zajmować nowi pracownicy, jest też zachowana płynność, nie ma przymusu.
W sytuacji gdy nikt nie chce, nie ma energii, potencjału albo wyobraźni żeby zastanowić się jak będzie wyglądać przyszłość  myślę, że to jest aktualny temat dla Zielonego Miasta Nowej Generacji.

Aktywista, członek zarządu fundacji Piaskowy Smok, działacz Partii Zieloni. Zajmuje się głównie tematami związanymi z ochroną drzew i smogiem.