logo Zielonego info
Z ostatniej chwili:

… Bo kot to nie pies, czyli o kocim behawioryzmie słów kilka

Małgorzata Biegańska-Hendryk, gliwicka wolontariuszka Fundacji Kocie Życie, zajmującej się kotami wolno żyjącymi na Dolnym i Górnym Śląsku, była bohaterką naszej rozmowy o lokalnych organizacjach pozarządowych. Jednak wolontariat to czasami tylko wstęp do czegoś więcej. Bezinteresowne pomaganie może stać się inspiracją przy wyborze ścieżki rozwoju zawodowego. Małgorzata jest na to żywym przykładem: praca ze zwierzętami dała jej nie tylko doświadczenie, ale i zainspirowała do zdobycia nowych kwalifikacji. Dziś stawia pierwsze kroki ku własnej firmie jako… koci behawiorysta.

Anna Askaldowicz, Zielone Info: Witaj! Tym razem chciałabym, żebyśmy porozmawiały o twoim projekcie behawioralnym, który najkrócej opisałaś kiedyś słowami: „Kot to nie pies”. Jak rozumiem, chciałaś się przez to odnieść do zyskujących sobie ostatnio coraz większą popularność porad behawioralnych dla psów i tego, że czasami psi behawioryści zaczynają też diagnozować koty – z różnym, często kuriozalnym, skutkiem, bo „kot to nie pies”; zresztą różnice widać na pierwszy rzut oka. Powiedz mi jednak, skąd właśnie Tobie przyszedł do głowy pomysł na prowadzenie porad behawioralnych dla kotów, a w zasadzie dla kotów i ich właścicieli?

Małgorzata Biegańska-Hendryk, Kocie Życie, Koci Behawioryzm*: Z fundacji. Gdybym nie pracowała z kotami fundacyjnymi przez ostatnie cztery lata, w ciągu których przez nasz dom przeszło szacunkowo około 250 zwierząt – a każde było inne, miało inne problemy i zachowania, bo pomimo pewnych schematów każde z nich było indywidualnością – i gdyby nie różne pytania i wątpliwości, z którymi zwracali się do mnie kolejni opiekunowie tychże zwierzaków, to prawdopodobnie nigdy bym nie wpadła na to, że tego typu porady są potrzebne. A okazuje się, że są potrzebne bardzo.

AA: Dlaczego? Koniec końców kot nie jest zwierzęciem egzotycznym, wydaje się więc, że nie powinien sprawiać właścicielowi aż takich problemów…

M B-H: Pomimo tego, że większość tych ludzi deklaruje, że mieli kiedyś styczność z kotem w domu rodzinnym, czy kota miał ktoś z ich krewnych, to jednak często zdarza się, że kiedy już decydują się na własnego zwierzaka, a w jego zachowaniu pojawiają się jakieś nieprawidłowości, problemy, zaburzenia – właściciel najzwyczajniej w świecie nie wie, co ma z tym zrobić. Albo inaczej: zaczyna coś robić, ale jego działania nie przynoszą efektów.

AA: Od razu spytam: kto bardziej potrzebuje takiej pomocy kociego behawiorysty, właściciel kota czy sam kot?

M B-H: Wszystko zależy od przypadku. Z moich obserwacji wynika, że bardzo często złe – z naszego punktu widzenia – zachowanie kota wcale nie musi być spowodowane przez samego kota. A to dlatego, że w dużej mierze to my, ludzie, narzucamy kotu warunki, w jakich musi funkcjonować. Z różnych przyczyn – z niewiedzy, z podświadomej wygody własnej czy ze względu na nasze indywidualne predyspozycje – tworzymy mu taki świat, w którym on się nie potrafi odnaleźć. To nie jest ani jego, ani nasza wina, ponieważ żadna ze stron nie działa celowo. Natomiast ludzie w takich przypadkach często albo nie rozumieją występujących problemów, albo źle je interpretują. Czyli: ktoś zwraca się z prośbą o pomoc, telefonicznie czy mailowo, i zaczyna od słów: „… Mój kot jest złośliwy, bo robi to i to…”

AA: Klasyczne antropomorfizowanie zwierzaka…

M B-H: … A kot nie jest złośliwy. Kot się komunikuje w jedynym znanym sobie języku. I to, że zachowuje się w sposób, który nam nie odpowiada, nie oznacza, że chce nam tym zrobić przykrość. On tylko bardzo jawnie daje znać, że z czymś jest problem. I teraz powstaje pytanie, czy jest to problem po stronie kota, czy po stronie właściciela, czy trochę tu, a trochę tu. W takim przypadku porada zawsze odnosi się i do zwierzaka, i do człowieka. Żeby rozwiązać problem, praktycznie zawsze i ludzie, i zwierzęta muszą coś zmienić w swoim zachowaniu.

AA: A z jakimi problemami najczęściej się spotykasz? Począwszy od problemów Twoich własnych kotów i kotów fundacyjnych, poprzez te, z którymi zetknęłaś się dopiero prowadząc porady behawioralne, zwłaszcza że prowadzisz je od niedawna… 

M B-H: Od niedawna – oficjalnie, natomiast działalność fundacyjna często wymagała również stosowania doradztwa behawioralnego, tyle że wcześniej nie traktowałam tego jako osobnego działania, tylko jako element mojego wolontariatu. Jednak postanowiłam zacząć udzielać porad osobom niezwiązanym z fundacją, bo w końcu nie tylko opiekunowie kotów fundacyjnych mają problemy ze swoimi podopiecznymi. Wszędzie są ludzie, którzy kiedyś postanowili przyjąć kota pod swój dach, a potem okazało się, że z kotem nie jest tak łatwo, jak początkowo się wydawało.

AA: … Bo pojawiają się problemy. Jakie?

M B-H: Rozmaite, od kłopotów z zachowaniem czystości, tak zwanych „wpadek kuwetowych” albo raczej – pozakuwetowych, przez problemy związane z agresją… Przy czym od razu trzeba zaznaczyć, że czasami jest to rzeczywiście agresja, a czasami inne zaburzenia, których przejawy opiekun interpretuje w taki sposób. A wreszcie – są koty, które padają ofiarą braku tzw. pierwotnej socjalizacji, czyli koty, które zbyt wcześnie zostały odebrane matce.

AA: Pierwotnej socjalizacji? Co to w zasadzie jest?

M B-H: Okres pierwotnej socjalizacji następuje u kociaka między trzecim a dziewiątym tygodniem życia. To wtedy kot uczy się wszystkich podstawowych zasad funkcjonowania w grupie, z człowiekiem, w środowisku. Uczy się granic zabawy, tego, że człowiek jest istotą przyjazną, oswaja się z rozmaitymi rzeczami. W tym czasie wykształcają się podstawowe zmysły u kociaka, a on uczy się z nich korzystać, uczy się koordynacji, i przede wszystkim – społecznych zachowań. Przykład: ktoś decyduje się przyjąć pod swój dach osieroconego kociaka, który ma trzy tygodnie, ledwo pełza, jest karmiony butelką, pipetką i tak dalej. Jednak w jego domu nie ma innego dorosłego kota, który pomoże w wychowywaniu takiego maleństwa. To oczywiście jest chwalebne i podziwiam osoby, które decydują się na podjęcie takiego wyzwania, bo dzięki ich pracy udaje się uratować i odchować takie zwierzę, w innym przypadku skazane na śmierć. I ono potem wyrasta na normalnie funkcjonującego, wspaniałego kota. Tyle że rzadko kto zdaje sobie sprawę, że wykarmienie zwierzaka i zapewnienie mu opieki to nie jest jeszcze sto procent sukcesu. Ponieważ pozostaje jeszcze psychiczny rozwój zwierzęcia, który w momencie, kiedy taki maluszek ma styczność tylko i wyłącznie z człowiekiem, jest po prostu niepełny. I później okazuje się, że kot się pięknie rozwija, ale zaczyna nas gryźć po stopach. Albo zaczyna się bawić w sposób, który może jest zabawny, kiedy to jest małe kocię, ale przestaje taki być, kiedy kot waży pięć kilo i poluje na naszą dłoń, wgryzając się w nią do krwi. Nie dlatego, że jest kotem agresywnym, ale dlatego, że na pewnym poziomie rozwoju nie nauczył się właściwych reakcji społecznych. I takie zaszłości niestety zdarzają się często. A poza tym, co jest smutne, z moich obserwacji wynika, że większość kotów, które do mnie trafiają, to koty pochodzące z hodowli bądź pseudohodowli. I to nie dlatego, że opiekunowie tak zwanych „dachowców” nie chcą inwestować w pomoc behawioralną dla kota. Nie; po prostu dachowce są bardziej stabilne psychicznie. Natomiast koty z problemami to albo koty rasowe, albo z domieszką jakiejś rasy.

AA: Skąd to się bierze? Hodowcy najczęściej deklarują – jeżeli to są rzeczywiście hodowcy, a nie pseudohodowcy, bo to jest temat na jeszcze inną opowieść – że ich koty są trzymane do trzeciego miesiąca życia z matką, uczone zabaw z innymi zwierzętami i z człowiekiem. Czy to zatem kwestia genów, czy ludzkich zaniedbań?

M B-H: Na pewno w dużej mierze jest to kwestia genów, ponieważ rasy kotów są tak naprawdę dosyć mocno zamknięte. O ile wśród psów ras można wyliczyć kilkaset, to u kotów podstawowych ras jest około czterdziestu. To bardzo mało. Poza tym rasy generalnie nie są pomiędzy sobą krzyżowane, bo jeżeli ktoś chce prowadzić hodowlę, to mieszańce mu przecież niepotrzebne. A po drugie jest bardzo mało tzw. „wlewek”, czyli wprowadzania obcej krwi do już istniejącej rasy. W związku z czym pula genetyczna się, niestety, wyczerpuje. I okazuje się, że spory odsetek zwierząt, które przychodzą na świat w różnych hodowlach, jest obciążony genetycznie. Pół biedy, jeżeli to jest nieprawidłowość na poziomie wybarwienia sierści; gorzej, jeżeli zwierzaki, na przykład z powodu zbyt bliskiego krzyżowania i stosowania tzw. chowu wsobnego zaczynają cierpieć na różnego rodzaju dolegliwości fizyczne, które objawiają się kalectwem. A część z nich cierpi też niestety na zaburzenia natury psychicznej.

AA: … I w tym momencie dostajemy kota, który jest dekoracyjny, ale jego dekoracyjność kończy się, kiedy na przykład usiłuje zrobić z naszej dłoni drapak.

M B-H: Tak, albo – jak w przypadku persów, o których już oficjalnie mówi i pisze się, na przykład w zagranicznej literaturze behawioralnej, że są rasą z predyspozycją do problemów z utrzymaniem czystości.

AA: Zatem ci, którzy lubią porządek w domu, powinni przyjęcie pod swój dach persa dokładnie przemyśleć?

M B-H: O, to nie jest tak, że każdy pers będzie miał problem z korzystaniem z kuwety. Natomiast rzeczywiście są one opisywane jako rasa, która ma wybitne predyspozycje takich zachowań. W ogóle jeśli ktoś się decyduje na kota rasowego, dobrze by było, żeby się jednak wcześniej zapoznał z rasą i nie dokonywał wyboru tylko na podstawie wyglądu kotka, ale wziął pod uwagę charakter. Na przykład na Zachodzie, przede wszystkim w USA i w Anglii, dosyć popularną rasą są koty birmańskie, które u nas jeszcze są rzadko spotykane. A podstawowym problemem kotów birmańskich jest to, że są szalenie nadpobudliwe. I cóż z tego, że są piękne, mają śliczną sylwetkę i bardzo ładne umaszczenie, jeśli potem my nie mamy gdzie mieszkać, ponieważ nasz kotek się bawił? I później nie ma co mieć pretensji do kota, bo on się zachował tak, jak ta rasa ma w zwyczaju. To właściciel nie pomyślał, że bierze sobie takiego zwierzaka. W ogóle różne rasy mają predyspozycje do różnych dziwnych rzeczy; na przykład syjamy mają predyspozycje do… zjadania wełny. Nikt nie wie, dlaczego tak się dzieje, ale pozostawienie wełnianego swetra w towarzystwie syjama kończy się wyciągnięciem oplutego swetra… z paszczy syjama.

AA: Dygresja: skoro już charakteryzujemy rasy, zapytam, jak to jest z tymi słynnymi ragdollami, które są polecane jako pozbawione agresji „szmacianki”?

M B-H: Ragdolle opisuje się jako koty, które w momencie, kiedy bierze się je na ręce, przestają się uaktywniać. I z ragdollem można w tym momencie, przynajmniej w teorii, zrobić wszystko – głaskać, przytulać i tak dalej. Ja nie miałam dotąd możliwości sprawdzenia tego na żywo. U nas w domu ragdollem jest Wicio, który wzięty na ręce też zmienia się w „szmaciankę”, jak najbardziej będąc kotem dachowym, więc może to jest po części kwestia charakteru. Jednak są rasy, które prawie zawsze wykazują charakterystyczne dla nich zachowania. Takimi kotami są np. wszystkie koty z grupy reksów, czyli np. cornish rex i devon rex. To są koty niesamowicie społeczne, uczestniczące, z takim „psim” charakterem. Przychodzą na wołanie, chcą brać udział we wszystkich czynnościach domowych, nie są płochliwe. Dlatego dość dobrze sprawdzają się jako koty do domów „wymagających”. Z drugiej strony na przykład bywa, że kiepsko się czują w naszym klimacie, ponieważ mają bardzo szczątkową sierść. I zdarza się, że „devony” czy „kornisze” zimą chodzą w kaftanikach, bo im po prostu jest zimno.

AA: A półdługowłose rasy, które stały się popularne ze względu na piękną sierść, czyli grupa maine coonów, syberianów i norweskich leśnych – czy one też sprawiają jakieś specyficzne problemy?

M B-H: Tak, zwłaszcza pod względem medycznym, o czym niestety rzadko się mówi i pisze. W tej chwili zaczynają się bardzo poważne dyskusje nad problemem dysplazji stawów, przede wszystkim biodrowych i łokciowych, u kotów rasy maine coon – bo to są te największe spośród nich. Maine coon, jak najbardziej zgodnie z wzorcem rasy, może ważyć do 12 kilogramów, podczas gdy wyrośnięty kot europejski nie przekracza wagi 5 kilogramów. Przy 7 kg jest podejrzewany o nadwagę i z reguły zaleca się mu przynajmniej dietę. A kot, nawet rasowy, ważący 12 kg to taki, którego stawy najzwyczajniej w świecie nie wytrzymują obciążenia. I nawet jeżeli ma prawidłową budowę, nie ma nadwagi ani nie jest otyły, to jego panewki stawowe po prostu zaczynają się wykrzywiać. Poza tym mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że kot długowłosy wymaga codziennej pielęgnacji. Zwłaszcza jeśli ktoś ma zamiar wypuszczać go z domu. Wtedy tym bardziej codziennie trzeba go czesać. A prawidłowe wyczesanie takiego kota to może być 1 – 1,5 godziny ciężkiej pracy i dla kota, i dla człowieka. Jeżeli natomiast mamy kota, który nie lubi się czesać, to efekty mogą być naprawdę nieciekawe.

AA: I wtedy lepiej pewnie takiego długowłosego kota ostrzyc.

M B-H: Owszem. Zdarza się, że kot musi raz na 2 – 3 miesiące być strzyżony maszynką, ponieważ nie da się utrzymać jego futra w prawidłowym stanie. A skołtunienie sierści grozi chorobami skóry, odleżynami, ranami, nie mówiąc już o różnego rodzaju pasożytach. Zatem rzeczywiście, koty, które mają predyspozycje do kołtunienia futra, a nie dają się w sposób kulturalny wyczesać, lepiej ostrzyc.

AA: A skoro jesteśmy przy kotach niekulturalnych, wróćmy do głównego tematu. Behawioryzm dla kotów, jak rozumiem, polega na tym, żeby wpływać przez określone działania na zachowanie kota. Jednak pokutuje taki pogląd, że kot to jest zwierzę, które się nie uczy – uparte, niezależne, chodzące własnymi ścieżkami. Jak się więc behawioryzm do kota stosuje?

M B-H: Nie wiem, skąd ten pogląd. W ogóle koty są ofiarami bardzo wielu mitów i źle na tym później wychodzą. Zwłaszcza że behawioryzm tak naprawdę nie polega na tym, żeby kota uczyć. Koci behawioryzm wychodzi z kilku podstawowych założeń. Jedno z nich mówi o tym, że kot jest rutyniarzem. Postępuje według określonego schematu. Należy też pamiętać, że zachowania zwierzęcia nie biorą się znikąd. Całym kluczem do rozwiązania zagadki behawioralnej jest próba odnalezienia bodźca, który wywołał bądź wywołuje problemy. Dlatego najlepszą opcją jest spotkanie się w domu kociego pacjenta. Taka wizyta pozwala na to, żeby oprócz wywiadu z opiekunem, obejrzenia samego kota, próby zbadania go, prześledzenia historii dolegliwości medycznych – obserwować środowisko, w którym mieszka kot. A to szalenie ważne, ponieważ często okazuje się, że wystarczy coś zmienić w otoczeniu, w dobowym systemie funkcjonowania domu, jakieś elementy rozwinąć, a jakieś wyeliminować, żeby wpłynąć na kota poprzez to otoczenie. I wówczas udaje się mu zmienić negatywne nawyki i zachowania do takiego poziomu, jaki jest przez człowieka akceptowalny. Czasami rzeczywiście polega to na nauce – na przykład kiedy kot się zachowuje w sposób nieprawidłowy, a my chcemy, żeby przestał. Jest kilka metod karcenia niefizycznego, czyli przekazywania kotu sygnałami, że zachowuje się źle. W ten sposób często udaje się nawiązać z kotem na tyle dobrą komunikację, żeby potem np. sam sygnał dźwiękowy powstrzymał go przed podjęciem działań przez nas niepożądanych. Z drugiej strony – wyrabiamy nawyki pozytywne, czyli nagradzamy kota za zachowanie, które nam odpowiada. Kot się uczy dzięki bodźcom prawidłowo reagować na nasze komendy czy polecenia, bo w jego mniemaniu doprowadzi to do przyjemności: otrzymania smakołyku czy wyciągnięcia ulubionej zabawki. Rzeczywiście tutaj jest ten element nauki. Natomiast bardzo często porady behawioralne sprowadzają się do analizy otoczenia, analizy schematu postępowania kota i wprowadzenia odpowiednich zmian.

AA: Czyli, jak w „Czarnoksiężniku z krainy Oz”, można Tchórzliwemu Lwu dać odwagę?

M B-H: Można! Można, ponieważ bardzo wiele rzeczy da się przepracować. Często ludzie nie mają świadomości, że nie są skazani na różnego rodzaju zachowania do końca życia swojego bądź zwierzaka, że dużo można zmienić. Choć zazwyczaj wymaga to stworzenia specyficznych warunków, pracy, możliwości poświęcenia się temu jednemu zwierzakowi. Zawsze trudniej pracuje się w skupiskach kotów. Tam, gdzie są kocie grupy, jest więcej konfliktów, więcej punktów zapalnych i trudniej jest dotrzeć do pojedynczego zwierzaka – chociażby dlatego, że kiedy próbujemy z nim pracować, to zaraz pięć innych też się zainteresuje, co my takiego właściwie robimy. I wówczas cała uwaga się rozprasza, bo trzeba się podzielić między wszystkie te zainteresowane stworzenia, a ten kot, który nas najbardziej interesuje, jest zwykle zainteresowany najmniej. Natomiast o wiele łatwiej się pracuje, gdy mamy możliwość indywidualnego podejścia. Wtedy kot jest w stanie skupić się w stu procentach na bodźcach, które do niego wysyłamy i zareagować. Jednak pracuje się tam, gdzie jest potrzeba, aby zaradzić temu, co się akurat dzieje.

AA: A co się dzieje, jeżeli pomimo pracy, zaangażowania i kota, i właściciela, zmiana nie następuje? Dochodzicie do ściany, sprawa wygląda na beznadziejną. Co wtedy?

M B-H: Każda sytuacja jest indywidualna i zawsze szuka się rozwiązania optymalnego i dla zwierzaka, i dla człowieka. Jeżeli zawodzą metody typowo behawiorystyczne, to pozostaje cała grupa środków farmakologicznych i parafarmaceutyków. Istnieją rozmaite preparaty, z których możemy skorzystać i które łagodzą zachowania albo wzmagają pewne cechy. I to niekoniecznie stricte medyczne, choć warto poradzić się w tej kwestii weterynarza.

AA: Ostatnie pytanie: co dalej? Teraz prowadzisz te porady przez swoją stronę internetową i przez telefon bezpłatnie. Czy zastanawiałaś się jednak nad uczynieniem z nich sposobu zarobkowania? Bo popyt jest, badania rynku właśnie już prowadzisz…

M B-H: No tak, to jest rzeczywiście coś w rodzaju badania rynku… Popyt jest duży, zgłaszają się do mnie ludzie z rozmaitych zakątków Polski. Zdziwiło mnie to, bo sądziłam, że będą to raczej osoby ze Śląska, a okazuje się, że dzwonią i piszą „kociarze” ze wszystkich regionów. Jak to dalej rozwinąć? Jeszcze nie mam gotowego planu, myślę, że na razie będę przyjmować pojedyncze zlecenia, bo to nie jest jeszcze etap zakładania firmy. Na pewno dużą rolę odgrywa w tym wszystkim internet i możliwość rozreklamowania tam swojej działalności: wykorzystanie stron internetowych, portali społecznościowych do informowania o swoich usługach. Istotna jest też współpraca z weterynarzami. Ponieważ – co zawsze zaznaczam – każda moja konsultacja kończy się przekazaniem pisemnej opinii behawioralnej, w której opiekun kota dostaje wytyczne, po pierwsze dotyczące analizy przypadku, po drugie tego, co dalej: ścieżki postępowania, rokowań, tego, co jeszcze można zrobić, żeby mógł później wrócić do tego, co ustaliliśmy. I zawsze przypominam, że najlepsze efekty daje w wielu przypadkach współpraca między behawiorystą a weterynarzem. Na tej bazie można rozwiązać bardzo wiele problemów. Z drugiej strony dobrze, jeżeli człowiek, który ma problem z kotem, może do mnie trafić właśnie za pośrednictwem lecznicy, z której weterynarz kieruje taką osobę. Zdarzały mi się już takie przypadki. I rzeczywiście bardzo często udawało się to wspólnie rozwiązać. Chociażby w Gliwicach był przypadek koteczki, która mając dwanaście lat zaczęła się bardzo dziwnie zachowywać, w sposób zupełnie niestandardowy i odmienny od tego, do czego byli przyzwyczajeni jej opiekunowie. Straciła kompletnie, że tak powiem, związek z kuwetą, zaczęła zachowywać się agresywnie, atakować inne zwierzaki, które wcześniej tolerowała, i nie było wiadomo, o co chodzi. I to właśnie był znakomity przykład na wspólną pracę weterynarza i behawiorysty. Mnie udało się wyeliminować u kotki problemy z czystością, ale kot nadal pozostawał przewrażliwiony i agresywny. Przy pomocy działań weterynaryjnych udało się u kotki zdiagnozować demencję starczą. Co nie jest charakterystycznym przypadkiem u kota dwunastoletniego. Taki kot nie jest jeszcze traktowany jako wiekowy, zwłaszcza że była to kotka żyjąca w bardzo dobrych warunkach. Jednak akurat u niej wystąpiło to stosunkowo wcześnie. A dzięki diagnozie udało się dobrać odpowiednie leczenie, i w tej chwili zachowanie kota się normuje.

AA: Dziękuję Ci za rozmowę – oby więcej takich udanych przypadków.

*Z działalnością Małgorzaty i praktycznymi poradami behawioralnymi dla początkujących właścicieli kotów (i tych bardziej doświadczonych też) możecie zapoznać się pod adresem: http://kocibehawioryzm.pl/

i na profilu FB: https://www.facebook.com/KociBehawioryzm?ref=stream

Skomentuj

Zdjęcia, grafiki i teksty (CC BY-SA 3.0 PL) Zielone Info 2013, lub zostały wykorzystane za zgodą.